Porty południowych Mazur zupełnie subiektywnie

Popielno jest hiciorem, Pod Dębem jak zawsze niezawodne, natomiast Okartowo to podróż w czasie o trzydzieści lat. I nie chodzi tu tylko o brak infrastruktury. O niektórych portach południa Mazur zupełnie subiektywnie.

Od razu na wstępie powtórzę. Ten tekst jest moją osobistą impresją, w żaden sposób nie roszczę sobie praw do jakiejkolwiek obiektywności. Powiem więcej – mocno się od niej odżegnuję :).

Proponuję krótki przegląd portów, do których zawitaliśmy w czasie naszych ostatnich dwóch rejsów: na koniec września 2012 r. i na początku czerwca 2013 r.

Zacznijmy od południa. Port Pod Dębem to od lat sprawdzona jakość, ciągle pojawiają się tam udogodnienia typu lepsze dojście do prądu, możliwość zlecenia umycia jachtu, itd. W restauracji rewelacyjna ryba. Jedyny minus, to fakt że już w sezonie jest tam naprawdę tłoczno, ale w pewnym sensie trudno się dziwić – dobra jakość przyciąga.

Potem mijamy naszą niezastąpioną macierz Port u Faryja, szybki skok przez śluzę na Guziance (jak widać na zdjęciu tłoku jeszcze nie było) i Bełdany.

Kolejny port to Wierzba. Jakoś zawsze mieliśmy przeświadczenie, że to miejsce dla snobów, ale wcale nie jest tak źle (no chyba że też staliśmy się już snobami :)). Nocowanie to koszt 30 pln. W tym za free czyste toalety, prysznic pięć pln. Cumowanie w porcie bardzo wygodne, bo są bojki. Jest też bar, gdzie można coś zjeść, a z rana sklep czynny od ósmej. W sumie milutko.

Tuż za rogiem, czyli na wyjściu na Śniardwy jest Popielno. To przystań malutka, trzeba rzucać kotwicę, ale za to z rana tuż po wyjściu niesamowity widok na największe polskie jezioro. Na miejscu dobra ryba, jak ktoś żegluje z dzieciakami, to może zajrzeć do koników polskich. Naprawdę przyjemne, kameralne miejsce. Znakomita odtrutka na betonkeję w Mikołajkach.

Ci, którzy chcą przemierzyć Śniardwy, w uproszczeniu mają dwie opcje. Okartowo lub Seksty (a potem kanał Jegliński i Pisz). W Okartowie tak jak przed laty stoi mały drewniany pomost. Przy podejściu trzeba podnieść i miecz i płetwę sterową, bo jest naprawdę płytko. Na koniec września już tam nikogo nie ma. Jak byliśmy w czerwcu, to przy pomoście stały dwie łajby. My podbiliśmy tylko na rybkę, dlatego stanęliśmy longside. Na to szybkim krokiem powitał nas dziarski gospodarz lat ok. 60 i stwierdził, że mamy stanąć normalnie i rzucić kotwicę. Na próbę przekonania go, że zasadniczo tego dnia więcej łódek go nie odwiedzi, bo jezioro jest puste, stwierdził że jak nam się nie podoba, to możemy odpłynąć. Święte prawo własności należy uszanować. Ja chciałem odpłynąć, ale niestety reszta członków załogi stwierdziła, że jak zwykle szukam dziury w całym, i że chce coś zjeść, dlatego zostajemy. Zero zasad :). A jak odpływaliśmy, to żadnego nowego jachtu i tak nie było.

Druga opcja, to Pisz, gdzie portów jest kilka. My ostatnio stanęliśmy w Hotelu Roś, bo chcieliśmy zrobić zakupy. Opcja bez sensu bo trzeba sporo iść na piechotę, lepiej płynąć dalej Pisą, gdzie można praktycznie podpłynąć pod spożywaczka. Ale sanitariaty w porcie naprawdę znakomite!

Tyle moich wynurzeń, czekamy na Wasze komentarze.

MM

Wasze komentarze

  • Niedźwiedzi Róg says:
  • kaapsel says:
  • kaapsel says:
  • Quniu says:
  • dalkus says:
  • góral says:
  • Robert says:
  • Rejs says:
  • kaefir says:
Zostaw komentarz