Zamknięcie sezonu 2017 – Mazury

To był rejs jak się patrzy. Przez trzy dni padało, wiało tak, że niektórzy z portów nie wychodzili, a na trzy godziny przed końcem wyszło… słońce. Akurat żeby się wysuszyć. Mazury jesienią są piękne :).

Jak co roku, ekipa firmy Mazurskie Jachty NAUTIGO postanowiła zakończyć sezon rejsem. Tym razem plany mieliśmy ambitne: w niecałe cztery dni przepłynąć z południa (start Ruciane – Nida) na północ (chcieliśmy wpłynąć na jezioro Stręgiel na zachód od Święcajt). Ruszyliśmy w czwartek 12 października z naszego portu macierzystego w miejscowości Ruciane – Nida. Port u Faryja pożegnaliśmy koło godz. 14, szybkie przejście śluzy Guzianka, i ruszyliśmy jeziorem Bełdany na północ. W centrum rozrywkowym Mikołajki nie tracimy czasu, przechodzimy pod mostami i znów stawiamy żagle. Do wejścia do kanałów dochodzimy o zmierzchu.

Kanały na Mazurach

Na szczęście o tej porze roku na kanałach ruch nie jest duży. Oprócz nas nie ma żywej duszy :). Świecąc latarkami bez problemu pokonujemy szlak. Z kolei na jeziorach pomiędzy kanałami wciąż są boje oznaczające szlak wodny. Co ważne, mają one odblaski, tak więc świecąc nawet z daleka można je bez większego problemu znaleźć. Po wyjściu z kanałów ruszamy już bez stawiania żagli w stronę Kuli. Z drugą łąjbą tworzymy tratwę i na spokojnie płyniemy. Choć wieje mocno.

Baza rekreacyjna i sportów wodnych „KULA”

Niestety, gdzie dwóch dowodzi, tam… nie dowodzi nikt, tak więc na skutek ciemności nieco zahaczamy o trzciny :). Ale dla nas nie ma rzeczy niemożliwych, tak więc po krótkiej walce z żywiołem już na spokojnie dobijamy do Kuli. Z katalogu porad Wujka Dobra Rada: na wstecznym pod wiatr z trzcin wychodzi się trudno. Lepiej jacht tak obrócić, by silnik pracował na biegu do przodu. Teraz już to zrozumieliśmy. Port Kula to takie trochę infrastrukturalne przeniesienie w czasie do początku lat 90. Film Psy, Franz Maurer, gumy Turbo i… Kula. Ale witaj przygodo, nam nawet podróż w czasie niestraszna. Dla tych, którzy do pomostów przy Kuli podchodzą ostrzeżenie, by zawczasu podnieśli nieco miecz i płetwę sterową, gdyż jest tam płytko bardzo. Cena jest za to dosyć korzystna: 15 zł za cumowanie + 2 zł od każdej osoby. Tak więc ma Kula swoje plusy dodatnie, ma też swoje plusy ujemne.Czarter jachtów na Mazurach

Remont kanału w Giżycku

Następnego dnia wieje. Wieje mocno. Tak mocno, że jedna z później spotkanych załóg opowiadała nam, że bali się wyjść z portu i… nie wyszli :). Kładziemy maszt, przepływamy pod mostem, stawiamy maszt i… lecimy na silniku. Stręgiel daleko i łudzimy się, że tak będzie szybciej. Rydzewo, jezioro Niegocin i po krótkim czasie jesteśmy w Giżycku. Wpływamy od razu do Kanału Łuczańskiego – most obrotowy jest otwarty i pędzimy dalej. Dla przypomnienia: stary kanał – Kanał Niegociński jest wciąż w remoncie. W tym sezonie przechodzenie przez Giżycko w weekendy mogło zająć naprawdę dużo czasu. Na szczęście w sezonie 2018  – pogłębiony do głębokości 1,5 metra kanał powinien być już czynny. Remonty na Mazurach – tu przeczytasz o tym więcej.
Po wyjściu na jezioro Kisajno stawiamy maszt i… poważnie się refujemy. Na grocie używamy refbanty, z foka zostawiamy mały skraweczek (rolowanie z pomocą rolfoka działa). Wieje mocno, pewnie dobra szósteczka. Z tych kilku łódek, które próbują płynąć na żaglach, wszystkie oprócz jednego Tesa 32 są zrefowane. Część płynie tylko na zrefowanym grocie. Ale wbrew pozorom, po założeniu refów nasza Antila 27 radzi sobie dosyć dobrze. Fala jest duża i momentami, schodząc z niej, dziób spada mocno w dół z charakterystycznym łuuup. Są emocje. Woda bryzga do kokpitu regularnie :).

Herbaciarnia w Sztynorcie

Dochodzimy na wysokość miejscowości Sztynort, postanawiamy zmienić plany i tym razem Stręgiel odpuścić. Wchodzimy więc do portu Sztynort i jako że pogoda piękna, (pada praktycznie bez przerwy drugi dzień) ruszamy na spacer po pięknym parku. Rzucamy okiem na zabytkowe i niszczejące herbaciarnię (powstałą 200 lat temu) i kapliczkę i wracamy na zupę krem z dyni (tak, jeden z naszych załogantów lubi gotować i nawet wziął blender do zmiksowania dyni :)). Jedyny problem był w tym, że zapomniał o imbirze. Ale naszej pokładowej Magdzie Gessler danie wyszło znakomite. Wieczór w Zęzie jest specyficzny. Na zakończeniu sezonu w barze, oprócz barmanki, nie ma żadnej przedstawicielki płci pięknej – jest za to ze 40 chłopa. No i na szczęście gitara.

Następnego dnia wiatr siada, obieramy kurs do Giżycka. Po krótkim postoju w Ekomarinie (miejsce bardzo przyjazne) i wymianie jednego załoganta na nowszy model, ruszamy na południe. Po burzliwej naradzie (- Starczy paliwa? – Pewnie starczy.) uznajemy, że benzyny nam na kanały nie zabraknie. Do tego problemu wracamy gdzieś na wysokości Rydzewa, gdy wiatr siada coraz mocniej. I dochodzimy do wniosku odwrotnego, że benzyny nam jednak nie starczy. Zahaczamy więc o Kulę, ale tu przemili bosmani niestety benzyny nie mają. Na szczęście po drodze trafiamy jeszcze marinę w Prażmowie gdzie się udaje kupić 5 l benzyny. Pani Małgorzacie niniejszym serdecznie dziękujemy :).

Mikołajki – marina w Hotelu Gołębiewskim

Kanały tradycyjnie po ciemku, a nawet pod wiatr, który się wzmógł. Wychodzimy na Tałty, stawiamy maszt i nagle okazuje się, że nie pada. To sytuacja tak wyjątkowa, że postanawiamy jeszcze trochę popłynąć i na spokojnie, na samym foku, dobijamy do Mikołajek, stajemy w marinie pod Hotelem Gołębiewskim, gdzie oprócz nas i dwóch łódek rezydenckich stoi tylko jeden inny jacht.

Keja jest oświetlona, tak więc podchodzimy. Na miejscu prąd i czyste toalety. Jedyny mankament, że… brakuje w nich światła. No i keja ulubiona przez ptactwo, tak więc można się ślizgać na ich odchodach. No ale w końcu jest po sezonie. Z rana płacimy 40 zł za cumowanie i ruszamy na południe.

Śluza GuziankaŚluza Guzianka Ruciane Nida Ruciane Nida

Śniadanie jemy na wodzie i w deszczu, ale potem wreszcie nadchodzi ten moment – po trzech dniach mniej lub bardziej intensywnego siąpienia z góry, a przy silnym wietrze w poziomie, wreszcie wychodzi słońce. Gdy wchodzimy do śluzy Guzianka (to ostatni weekend tego roku, kiedy jest czynna, teraz już tylko od poniedziałku do piątku) ładują się z nami… łabędzie. Co prawda jeden ledwo zdążył, ale widać, że śluzują się regularnie – już przy wychodzeniu wepchały się na początek kolejki :). Leniuchom nawet takiego krótkiego fragmentu nie chciało się lecieć.

Tak więc pierwsze zakończenie sezonu za nami. Pytanie ile razy będziemy ten sezon jeszcze kończyć, pozostaje otwarte. W styczniu jeszcze po Mazurach nie pływaliśmy :).

Zdjęcia łabędzi i nie tylko robił Maciej Czerski.

……………………………………………………………………….

Rezerwuj jachty na Mazurach na sezon 2018 już teraz! Do końca stycznia zniżka – 20 procent!

Wasze komentarze

  • Alex May says:
  • Andrzej "L-7 Alusia" says:
  • Robert says:
Leave a Comment to Robert