Gdzie popłynąć po spokój i ciszę?

Mazury w stylu retro

Coraz większe jachty, mocniejsze silniki, głośniejsze porty. Jeśli chcecie od tego odpocząć, zróbcie zwrot na jezioro Gołdopiwo. Na wyprawę w stylu retro warto wybrać niewielki jacht z małym zanurzeniem i niską burtą, bo czeka nas dużo pagajowania.

Przygodę rozpoczynamy na wschodnim krańcu jeziora Święcajty. Wpływamy na rzekę Sapina. Pierwsze wyzwanie – trzeba położyć maszt, by przepłynąć pod mostem. Dalej będzie łatwiej. Chwila i jesteśmy na jeziorze Stręgiel. Po dniu na łódce idealnym miejscem na nocleg jest wyspa w zachodniej części jeziora. Wracamy do korzeni i rozbijamy namiot. Jest jak na bezludnej wyspie. Wokół cisza, spokój i natura.

Następnego dnia szukamy ujścia Sapiny. Znajduje się w południowej części jeziora. Czas złożyć maszt i do wioseł, bo na rzece nie wolno używać silnika. Sapina jest szeroka na 10-15 metrów i meandruje przez piękny dziki las. Rozkoszujemy się samotnością. Po drodze mijamy zaledwie dwa gospodarstwa rolne i dwa mosty. W czasie wyprawy trudno więc liczyć na pomoc. A czasem może się przydać. – Pamiętam, że gdy płynęliśmy dezetą, a poziom wody był dosyć wysoki, specjalnie dociążaliśmy dziób, by się przecisnąć pod mostem – wspomina Grzegorz Staniszewski, który jako harcerz wielokrotnie spływał tym szlakiem. Pokonanie sześciu kilometrów na pagajach zajmuje trochę czasu, ale później żeglarzy wita jezioro Pozedrze.

Warto sobie pozwolić na krótki odpoczynek i zejść na ląd. Tam kryje się nie lada gratka, nie tylko dla miłośników historii II wojny światowej. Po kilometrowym spacerze, na północny zachód od wsi Pozedrze, znajduje się Hochwald – kwatera dowódcy SS Heinricha Himmlera. Ogromny bunkier z dwumetrowymi ścianami, mogący przetrwać atak lotniczy i gazowy, składał się z dziewięciu budynków. W kwaterze były garaże, ceglane wartownie oraz bunkier Himmlera. Większość obiektów wysadzili wycofujący się niemieccy żołnierze, jednak wiele elementów tej budowli stoi do dziś.

Zaczaj się na bobra

Wędrówka jachtem znów wiedzie Sapiną. Jej ujścia szukamy na wschodnim brzegu jeziora, mniej więcej pół kilometra od krańca południowego, który bywa mocno zarośnięty. W drodze na malutkie jeziorko Brząś (odcinek ma ok. 2 km) i jezioro Wilkus mamy dużą szansę zobaczyć żeremia bobrów. W ostatnich latach w tym rejonie znacznie powiększyła się ich populacja. Trzeba się zaczaić wieczorem, bo bobry prowadzą nocny tryb życia. Po wpłynięciu na szerokie wody czeka nas miła niespodzianka. Jezioro Wilkus jest krystalicznie czyste. Nawet gdy dopadnie nas flauta i pagajowanie zrobi się nieco uciążliwe, przynajmniej będziemy widzieć zanurzone w wodzie wiosła i ławice ryb. Noclegu tu nie polecamy, bo wokół jest mnóstwo mokradeł, więc komary mogą uprzykrzyć wieczorny biwak.

Zanim dopłyniemy do jeziora Gołdopiwo, musimy pokonać kolejny odcinek Sapiny i zmierzyć się ze śluzą Przerwanki, która w zeszłym roku obchodziła setne urodziny. Mająca 25 metrów długości konstrukcja wciąż jest obsługiwana ręcznie. Ta śluza miała być częścią systemu wodnego łączącego Wielkie Jeziora Mazurskie z Bałtykiem. Plan nie został zrealizowany, ale ze śluzy można korzystać do dziś.

Po śluzowaniu i kilku zakrętach wypływamy na Gołdopiwo. Przestrzeń i cisza. Wielu jachtów tu nie zobaczymy. Prawdopodobnie będziemy jedynym żaglem na jeziorze. Brzegi są wysokie i zalesione. W sezonie jest sporo kempingów z podstawową infrastrukturą turystyczną. Na zachodnim brzegu wygodnie dochodzi się do lądu, bowiem prawie wcale nie ma trzcin. Na wschodnim widać zaś malowniczo rozrzucone domy wsi Jeziorowskie, a na brzegu południowym znajduje się popularne letnisko Kruklanki, gdzie są miejsca do cumowania i sklepy. Miejscowość ma dwie atrakcje: mający XVII-wieczne elementy kościółek oraz pochodzący z czasów II wojny światowej system rowów i bunkrów zwany Giżyckim Rejonem Umocnionym (GRU).

Jajecznica z kurkami – poranne marzenie

Żeglarze lubiący lasy, koniecznie powinni się wybrać do oddalonej o godzinę marszu Puszczy Boreckiej. Kompleks leśny jest przepiękny. W jego skład wchodzą cztery rezerwaty, w których spotkać można nawet rysia. Bogactwo runa leśnego jest zadziwiające. Czy można sobie wyobrazić bardziej smakowite śniadanie niż podana na jachcie jajecznica z kurkami zebranymi poprzedniego dnia?

Po biwaku na jeziorze Gołdopiwo i nacieszeniu się samotnością, można przygotowywać się do powrotu. Tym razem będzie o wiele łatwiej. Około 25-kilometrowy odcinek pokonujemy z nurtem rzeki. Z tego dobrodziejstwa korzystają chętnie kajakarze, więc na pewno kilku miniemy. W Ogonkach trzeba uważać. Podczas wychodzenia spod mostu często wieje wiatr dopychający, a czasem przy kanale stoją sieci, w które można się zaplątać. Wyprawa z Ogonek na Gołdopiwo, z dniem na jeziorze i wizytą w Puszczy Boreckiej, zajmie nam trzy dni. Ci, którym Mazury w sezonie wydają się zatłoczone, na pewno będą zachwyceni.

Poczułeś wiatr w żaglach? Poleniuchowałbyś na pokładzie w czasie flauty? Aż się rwie w krzyżu do czarteru jachtu? Nic prostszego. Obejrzyj nasze jacht Twister 800 N i zapytaj o szczegóły rezerwacji.

 

Pierwowzór tego tekstu autorstwa załogi Mazurskich Jachtów ukazał się w czerwcowym numerze Magazynu Wiatr.

 

 

One thought on “Gdzie popłynąć po spokój i ciszę?

  • Czerwiec 12, 2011 at 6:57 am
    Permalink

    Witam,
    płynąłem szlakiem Sapiny 2 lata temu i próbowałem w zeszłym sezonie. Pierwsza wyprawa się udała pięknie, rzeczywiście tereny są cudne, puste, ciche.. Jacht – Narcyz (545cm) dał sobie rade, chociaż i tak przejście pod mostem wspomagane było dociążeniem (kamienie, drewno, przejeżdżający rowerzyści..). Trochę żelkotu też na kłodach zostało…

    Krótki opis trasy: Po wpłynięciu w Sapinę (formalnie zdjęto strefę ciszy, ale błagam – nie gwałćcie tej rzeki silnikami – zresztą nie polecam, mała szansa, że jakiś silnik to przeżyje) trzeba być gotowym na wszystko. Przede wszystkim jesteśmy poza szlakiem żeglugowym, więc formalnie nikt nie dba o to, żeby się dało pływać. W praktyce wygląda to obecnie tak, że na rzecze leżą co kawałek zwalone drzewa, nad którymi czasem się da przepłynąć, czasem trzeba użyć piły/siekiery. To jest do zrobienia.

    Największą przeszkodą jest wspomniany przeze mnie wcześniej mostek. Nie potrafię podać jego dokładnej wysokości, ale na sportinie 595 nie da rady bez rozkręcenia koszów. Oczywiście zależy to też od stanu wody, ale jachtem kabinowym powyżej 6metrów odradzam.

    Jeszcze jedna bardzo ważna uwaga: jak ktoś będzie chciał tam płynąć to zapytajcie armatora jachtu o zgodę. Jest to i dla załogi i dla jachtu wyzwanie, a nie każdy takowe lubi.

    Jak już przepłyniemy Sapinę (nie polecam spać po drodze, jest pusto, ale komary zjadają żywcem) to na Gołdopiwie polecam Kruklanki i ichni Zajazd. Super ludzie, przyjaźni. Taka nagroda za wysiłek.

    Jakby ktoś płynął w tamte strony i chciał coś zapytać to proszę pisać – nie obiecuję, ale może będę umiał pomóc.
    krzysiek.gawor@gmail.com

    Pozdrowienia,
    Urbos

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *