Jak przeżyć rejs z zapalonym żeglarzem i trójką Waszych dzieci, czyli wakacje na jachcie.

Jeśli tak jak ja nie masz patentu żeglarskiego, za młodu raczej nie kręciły Cię szanty (póki co nadal wolisz Nosowską) i morskie tudzież inne wodne opowieści nie są dla Ciebie… cóż… może nie być różowo. Właśnie z takim nastawieniem wybierałam się z naszymi przyjaciółmi na tygodniowe wakacje z dziećmi na Mazurach. Licząc oczywiście na to, że miło się rozczaruję. Nie wdając się w szczegóły, wyjazd zaliczyłam do udanych 😊, a mazurskie żeglowanie z dziećmi na początku wakacji to już nasza tradycja.

Żeglowanie z dziećmi, w sumie pięcioosobową rodziną jest do przeżycia. A nawet może być przyjemne! Ale warto pamiętać o kilku kwestiach, które ułatwią przetrwanie. Jeśli więc po urlopie nie chcesz wracać na czworakach do pracy, mając nadzieję, że tam wreszcie odpoczniesz, zerknij na mój poradnik. Przeczytaj pięć rad by zyskać pewność, że jesteś świetnie przygotowana/y do wyjazdu.

1. Wiek dziecka ma znaczenie

Na pierwszy dłuższy rejs zdecydowaliśmy się, gdy nasze dzieci miały: 3, 5 i 8 lat. Gdy były młodsze, stres związany z tym, że któreś wypadnie za burtę czy że nie damy rady sprostać manewrom w sytuacjach podbramkowych, był po prostu zbyt duży. Żeglowanie z dziećmi nie sprawiało nam wtedy przyjemności. Mniej więcej po pół godzinie lądowaliśmy na biwaku, żeby we względnym spokoju spędzić resztę dnia. Celowo unikaliśmy portów, bo nie jesteśmy fanami joggingu po pomostach za uciekającym potomstwem. Zabawa w jachty były fajna, ale nie do końca. Gdy jednak najmłodsze dziecko skończyło 3 lata, pozbyliśmy się poczucia ciągłej obawy i braku bezpieczeństwa. No albo po cichu po tych wszystkich latach zaczęliśmy liczyć na to, że któreś faktycznie wypadnie!

Żarty żartami – w skrócie chodzi np. o to, że jeśli podczas rejsu wieje tak mocno, że musisz pogonić dzieci pod pokład (bo jest ryzyko, że zmiecie je z łajby), to fajnie jednak mieć poczucie, że dadzą radę tam wytrzymać, bawiąc się i nie wysadzając jednocześnie łodzi w powietrze.
Zanim więc podejmiesz decyzję w temacie żeglowanie z dziećmi, wyobraź sobie siebie i Twoje dzieci funkcjonujące:

a) w zamkniętej przestrzeni,
b) w miejscu, gdzie dzieci nie mogą się zbyt wiele przemieszczać,
c) w sytuacjach, w których dzieciaki faktycznie muszą szybko wykonywać Twoje polecenia, aby uniknąć zagrożeń typu wypadnięcie z jachtu.

Są dzieci, które potrafią wytrzymać sporo czasu na kolanach rodzica. Ale są też takie (jak np. moje), które bezruch potrafi zabić już po 30 sekundach. Dlatego uważam, że najlepszy wiek, by rozpocząć żeglarską przygodę, to czas gdy dziecko:

  1. Nie przemieszcza się samodzielnie i możesz je mieć na rękach/kolanach (w nosidle), a w ostateczności położyć na chwilę w otulaczu w kabinie, wiedząc, że nic mu się tam nie stanie.
  2. Jest na tyle „dojrzałe”, że  jednak da radę zająć się sobą (albo zabawką) przez parę minut, wysłucha Twoich poleceń, zrozumie je i zrobi to, o co prosisz.

Jeśli wypływacie sami (tzn. w zestawie 2 dorosłych i dzieci), przy czym jedno z Was musi nieustannie trzymać/asekurować dziecko aby nie wypadło, nie uderzyło się itd. to wielodniowe żeglowanie może być naprawdę trudnym doświadczeniem. Z mojej własnej perspektywy – żony żeglarza, który oczywiście podejmował tego typu wyzwania – raczej je odradzam. Tzn. zdecydowanie je odradzam.

2. Nie nastawiaj się na długie pływanie

Zaplanuj trasę tak, by po drodze były miejsca z placem zabaw, kąpieliskiem, boiskiem, lasem, w którym możesz coś pokazać dzieciom, muzeum (np. Leśniczówka Pranie) itp. Dla nas – rodziców, żeglowanie samo w sobie jest frajdą. Ale dzieci już po pół godzinie prób za sterem, przeciągania lin czy podziwiania przyrody, bywają po prostu znudzone. Jeśli nie chcesz pływać z włączoną syreną (albo tak jak my z 3 syrenami na różnych częstotliwościach), którą usłyszą całe Mazury, zawsze miej w zanadrzu pomysł na postój w atrakcyjnym miejscu. I plan krótkich tras.  A także spróbuj się nie frustrować, gdy faktycznie będziesz musiał(a) często z tych pomysłów i planów korzystać.

3. Porty

Okazuje się, że również cumowanie może przysporzyć człowiekowi zgryzoty. Gdzie przybić? Blisko toalet, a może lasku, do którego w awaryjnych sytuacjach dzieciak może wyskoczyć na siku bez Twojej asysty? A może w ogóle nie przypisywać takiej wagi sikaniu i raczej skoncentrować się na rozrywce (knajpa, plac zabaw, kąpielisko)…? Będziesz gotować i już widzisz siebie ze stosem garów do mycia pokonującą trasę kilkuset metrów do zlewu? No cóż… Jak to w życiu – trzeba ustalić priorytety i się ich trzymać.

My mamy taki stosunek do świata, że dogłębnie analizujemy punkt pierwszy z powyższej listy, resztę pozostawiając przypadkowi *
* Pamiętaj o praktycznym wynalazku, jakim jest nocnik! Będziesz kląć jak szewc, jeśli zapomnisz wziąć go na rejs. No i od biedy pozostaje toaleta chemiczna.

4. Rzeczy do zabrania na wakacje na jachcie – nie takie oczywiste*

Zatem nocnik. Zapomniałam go na nasze pierwsze rejsowanie i żałowałam tego haniebnego zaniedbania co najmniej 3 razy każdej nocy, kiedy musiałam wygrzebać się ze śpiwora (no dobra, mój mąż, też czasami się wygrzebywał), żeby to udać się z małoletnim do toalety. Wiadro nie zdawało w naszym przypadku egzaminu.

Rękawki, koła ratunkowe, łopatki i cały ten szpej, który potem wala się po łódce
Naprawdę przydaje się, jak traficie na jakieś fajne kąpielisko. Ja mniej więcej co drugi wyjazd o tym zapominam.

Piłka oraz inne rzeczy, które są w użyciu na boisku (np. rakietki) mające za zadanie zmęczyć Twoje potomstwo
Wybiegane dziecko = szybkie zasypianko = wolny wieczór dla starych

Mocny krem z filtrem, czapki z daszkiem
Jeśli traficie na pogodę (trzymam kciuki!), to solidna ochrona przed słońcem na łajbie jest po prostu niezbędna – chyba, że dzieciaki będą całe pływanie siedzieć pod pokładem. Słońce już w pół godziny potrafi zjarać wrażliwą skórę dziecka.

Buty/sandałki gumowe
Fajna sprawa. Ja ich nie mam i żałuję (może w tym roku sobie sprawimy). Takie gumowe zapinane sandałki (np. Crocs), dobrze trzymające się nogi, nieśliskie, łatwe do obmycia (jak dziecię wchodzi na łódkę z plaży), ułatwią bytowanie na jachcie (szczególnie, gdy lubisz jak jest czysto, a niekoniecznie kochasz zamiatać i myć pokład).

* Nie wspominam tu o rzeczach naprawdę oczywistych typu kamizelka ratunkowa, apteczka itp. A propos apteczki – weźcie płyny na komary i coś do wyciągania kleszczy.

5. Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie

Zawsze (co do zasady) fajnie dzielić z kimś eskapady. Ale na rejsie z dziećmi, współtowarzysze w postaci rodziny z dodatkowymi dziećmi – to skarb i absolutny musthave 😉!

Być może tylko dzięki nim unikniesz obłędu, przebywając kilka godzin na tak małej przestrzeni jak np. jacht Antila 24 z całą Twoją rodziną. W portach dzieci zajmują się sobą, Wy możecie zluzować. W razie awarii – masz pomoc. Pomyśl o wspólnym cumowaniu i wypływaniu. Wspólnych ogniskach. Tak, zabierz ze sobą ludzi* !

* Pływamy na osobnych jachtach. Razem mielibyśmy co najmniej 5 dzieci na pokładzie, co wydaje się jednak dość karkołomnym pomysłem. Biorąc pod uwagę, że wypływamy z nadzieją „odpoczynku” (celowo w cudzysłowie, bo to słowo w zestawieniu z tym jak wyglądają nasze urlopy, zawsze brzmi jakoś żartobliwie).

Tyle ode mnie. Jeśli przebrnęłaś/ąłeś przez ten przydługi niezbędniczek, przy czym nadal masz chęć udać się w rejs, znaczy że jesteś twardą zawodniczką (albo zawodnikiem) i na pewno dasz radę. Wiem, że chwilami nie brzmiało zachęcająco, ale naprawdę może być fajnie 😊 – czego i Tobie i sobie na ten sezon życzę!
Przeczytaj też naszą propozycję 5-dniowego rejsu z dziećmi.

Justyna P. – żona zapalonego żeglarza i mama trójki dzieci – żeglarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *