Przed sezonem 2026 w Rucianem otworzono nową część rekreacyjną nad Jeziorem Guzianka Duża, więc pojechaliśmy zobaczyć na własne oczy, jak to dziś wygląda. A skoro już jesteśmy w temacie miejskich inwestycji portowych na Mazurach, przy okazji zajrzeliśmy też do portu w Piszu – miejsca, które działa od dawna i o którym rzadko się dziś pisze, bo wszyscy je znają. Zestawienie tych dwóch wizyt wyszło całkiem pouczające.
Ruciane: strefa rekreacyjna to bomba
Zacznijmy od dobrej wiadomości. Teren po dawnym tartaku nad Guzianką Dużą, o którym pisaliśmy już kilka razy, w części rekreacyjnej robi ogromne wrażenie. Wymodelowany teren z pagórkami i krętymi alejkami, drewniane wiaty z panelami fotowoltaicznymi tuż nad plażą, zadaszone stanowiska piknikowe z widokiem na jezioro. Spójnie, przemyślanie, bez przypadkowo dorzuconej do parkingu ławki.

Zaskoczyły też sanitariaty – czarne panele, porządne umywalki, lustra, a obok drewniane kabiny prysznicowe i przebieralnie. Jak na Mazury to zupełnie inna skala niż to, do czego przyzwyczaiła większość gminnych inwestycji nad wodą.


Ruciane: sam port to na razie błoto
Cała ta świetna otoczka rekreacyjna to jedno. Sam port – ten, o którym mówi się „150 miejsc, 47 mln zł, gotowość na sezon 2028” – to zupełnie inna bajka. Kawałek terenu pod przyszłą marinę dziś wygląda jak surowy plac budowy: rozjechane błoto, sterty wyciętych gałęzi, prowizoryczne ogrodzenie z żółtą taśmą. Zero nabrzeża, zero pomostów – ziemia czekająca na koparki.

Nic w tym dziwnego, prace dopiero ruszają. Warto tylko wiedzieć: jeśli ktoś usłyszał „nowy port w Rucianem” i wyobraża sobie, że można tam już zacumować – nie, jeszcze nie w tym sezonie.
Jest jeden szczegół, który już teraz budzi dyskusję – kładka nad wejściem do portu. Temat wracał już przy okazji wcześniejszych wizualizacji, a czytelnicy w komentarzach od razu wyłapali problem: żeby wpłynąć pod taką kładką, trzeba mieć złożony maszt. Brzmi jak drobiazg, ale niekoniecznie jest – bo Pisz to rozwiązanie ma już za sobą od kilku lat.
Pisz: kładka, maszty i toi-toi
Port nad Pisą w centrum miasta powstał w 2019 roku – inwestycja warta podobno ok. 40 mln zł, z basenem portowym na 36 jednostek, tuż przy ruinach zamku krzyżackiego i piskim rynku. Koncepcyjnie brzmi świetnie: cumujesz w sercu miasta, rzut kotwicą do restauracji i sklepów.

Rzeczywistość jest bardziej wymagająca. Port leży między mostem kolejowym a drogowym, więc od strony jeziora Roś wystarczy przejść tylko pod jednym z nich – kolejowym. Tylko że to i tak oznacza złożenie masztu przed wejściem i postawienie go z powrotem po wyjściu. Dokładnie ten sam problem, który dopiero czeka Ruciane. Na forach żeglarskich nietrudno znaleźć relacje osób, które w ogóle rezygnują z wpływania tam jachtem kilowym – wolą zacumować w Ekomarinie albo przy hotelu i do centrum dojść pieszo. Do tego wąskie y-boomy, o które łatwo otrzeć kadłub, i zielsko w rzece, które potrafi skutecznie zakleszczyć śrubę.
A sama infrastruktura portu poza cumowaniem? Niewiele. Betonowe nabrzeże i przenośna toaleta. Żadnych sanitariatów, żadnego zaplecza, żadnej wiaty. Po Rucianem kontrast robił się, delikatnie mówiąc, spory.
Ale przypał
Na koniec drobna anegdota, bo sama się nasunęła. Tuż przy nabrzeżu, obok tego jedynego toi-toi, stał sobie zacumowany jacht. Nazwa? „Ale przypał”. Nie wiemy, czy właściciel nazwał go tak z myślą o tym porcie, ale pasowało jak ulał.

Oby kładka w Rucianem, gdy już powstanie, nie skończyła z podobną etykietką od internautów.
