Żeglarze w Giżycku znów staną w korkach

Mimo wcześniejszych zapowiedzi, przebudowywany Kanał Niegociński (tzw. stary kanał w Giżycku) także w tym sezonie żeglarskim pozostanie zamknięty. Planowany teraz termin otwarcia to 15 października. Na szczęście na śluzie Guzianka w Rucianej – Nidzie ruch odbywa się bezproblemowo

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Rozpoczęta jesienią 2016 r. przebudowa Kanału Niegocińskiego miała się zakończyć jeszcze przed wakacjami 2018 r. Niestety, w trakcie pogłębiania i umacniania brzegów kanału doszło do sytuacji w Polsce dosyć częstej. Wykonawca trafił na obiekty, których albo nie ma w dokumentacji w ogóle, albo są błędnie opisane. Przy dwóch mostach: drogowym i kolejowym są bliżej niezbadane elementy betonowe. Tak naprawdę nikt nie wie czy można je usunąć bez naruszania całej konstrukcji.

Kanał Niegociński remont z problemami

Ale to nie jedyna trudność. – Problemy, które utrudniają prowadzenie pracy na Kanale Niegocińskim rozpoczęły się w ubiegłym roku i dotyczą kolizji z instalacjami położonymi pod dnem. W planach i dokumentacji technicznej nie powinno być takich problemów a wynikły one w trakcie realizacji prac budowlanych. Chodzi o kolizje z budowlami lub ich elementami i instalacjami krzyżującymi się z trasą kanału. Należy stwierdzić, że żadna linia czy instalacja położona pod dnem kanału, nie odpowiada warunkom technicznym, jakie wydawane były przy ich wykonywaniu – czytamy w oficjalnym komunikacie na stronie Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, które od początku roku zarządza w Polsce wodami publicznymi. – Różnice występują zarówno w lokalizacji instalacji/linii w terenie, jak również – co gorsza – w posadowieniu przewodów na określonej rzędnej. Problem ten dotyczy w szczególności przewodów energetycznych SN 15 kV będących własnością PGE Dystrybucja S.A. oddział Białystok oraz kolektorów ciśnieniowych będących własnością Gminnego Zakładu Komunalnego Sp. z o.o.
Teraz sprawą zajmują się urzędnicy nadzoru budowlanego. To oznacza opóźnienie. Obecnie podawany termin otwarcia to 15 października. Mimo petycji żeglarzy, w tym sezonie nie będzie można korzystać z Kanału Niegocińskiego. Do tego czasu podwójnie trzeba będzie doceniać inne kanały, jak choćby ten na zdjęciu :).

Most obrotowy w Giżycku. Godziny otwarcia

Tak więc w tym roku znowu można się spodziewać tego, że przeloty żeglarskie przez Giżycko zajmą nieco więcej czasu niż zwykle. O ile przed sezonem raczej nie powinno to być specjalnie uciążliwe (poza długim weekendem wokół Bożego Ciała), to już w lipcu i sierpniu na przy moście obrotowym można się spodziewać korków.
Od połowy czerwca do końca sierpnia most będzie otwierany dla ruchu wodnego w następujących godzinach. 8.05 – 8.25, 10.35 – 11.25, 12.05 – 12.55, 13.35 – 14.25, 16.05 – 17.25, 18.35 – 18.55, 20.35 – 21.15. Telefon komórkowy do obsługi mostu to 726 888 878.

Remont śluzy Guzianka

O ile czarterując jachty z miejscowości Ruciane – Nida niekoniecznie trzeba płynąć do Giżycka, to warto pamiętać, że Wody Polskie pozyskały również środki unijne na remont śluzy Guzianka, która została zbudowana w 1879 r. Na szczęście w tym wypadku najpierw zostanie zbudowana dodatkowa śluza obok tej istniejącej, tak więc nie będzie momentu gdy szlak będzie całkowicie zamknięty. A po zakończeniu remontu funkcjonować będą dwie śluzy, tak więc przepustowość znacznie się zwiększy. Tak czy inaczej, jak na razie wykonawca nie wbił nawet łopaty, więc żadnych zmiany w tym sezonie i najprawdopodobniej w przyszłym nie ma co na Guziance oczekiwać. Dla przypomnienia: śluza codziennie zaczyna pracę o godz. 08 rano, w czerwcu działa do godz. 20, w lipcu i sierpniu do g. 21, we wrześniu do g. 19, a w październiku do g. 16. Telefon to 87 423 10 03 .

Podwyżki na Mazurach to pic na wodę

Awantura o podwyżki opłat wodnych w portach na Mazurach nie ma podstaw w faktach. Choć nowe rozporządzenie weszło w życie w grudniu, to dotychczas faktury otrzymało zaledwie 13 przedsiębiorców, a średnia wartość opłaty na rok to tysiąc złotych. To się nie powinno przełożyć na podwyżki dla żeglarzy.

O tym, że w tym roku wakacje na Mazurach będą droższe czy wręcz o możliwości usuwania pomostów przez zdesperowanych właścicieli portów można było przeczytać w najważniejszych portalach informacyjnych. Tymczasem jak na razie nie ma podstaw do takich wniosków. Szczególnie, że jak na razie nie ma podstaw do wnioskowania o wzroście cen. – Nie ma powodów do paniki – uspokaja Eugeniusz Faryj, właściciel Portu u Faryja w miejscowości Ruciane – Nida. Podobnie jest w innych okolicznych portach. – My nie dostaliśmy jeszcze żadnej umowy i cierpliwie czekamy – wyjaśnia Arkadiusz Tumiński z portu Pod Dębem nad Jeziorem Nidzkim. Podobnie jest w wielu innych miejscach. – Nasi klienci dzwonią do nas zaniepokojeni, ale dotychczas nic się nie zmieniło – uspokaja bosman Michał Matla z firmy czarterowej Mazurskie Jachty NAUTIGO.

Podwyżki na Mazurach? Na razie ledwie 13 umów

Podwyżki mają rzekomo być związane z tym, że właściciele portów będą musieli płacić więcej podatków, a co za tym idzie ciężar tych opłat przeniosą na żeglarzy. Jak na razie jednak nic takiego nie ma miejsca i wątpliwe by wydarzyło się w przyszłości. Dotychczas nowe umowy zawarli nieliczni przedsiębiorcy. – Umowa z każdym użytkownikiem wody jest negocjowana indywidualnie. Dotychczas nowe umowy podpisało 13 przedsiębiorców, a średnia wartość rocznej faktury to ok. tysiąc złotych – wyjaśnia Sergiusz Kieruzel, rzecznik prasowy Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. To właśnie ten podmiot od pierwszego stycznia jest gospodarzem wszystkich państwowych wód w Polsce (przejął m.in. zadania dawnych Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej czy jednostek wydających pozwolenia wodno – prawne w starostwach powiatowych). – Zgodnie z nowym rozporządzeniem większość stawek nie zmieniła się lub nawet zmniejszyła. Jednak znaczącą różnicą jest ograniczenie zwolnień z opłat. Wymagała tego od nas Unia Europejska – dodaje rzecznik.

Nowe prawo na Mazurach

W starym rozporządzeniu Rady Ministrów z 18 stycznia 2006 r. w sprawie wysokości opłat rocznych za oddanie w użytkowanie gruntów pokrytych wodami można przeczytać, że „opłata roczna za użytkowanie jednego metra kwadratowego gruntu niezbędnego do prowadzenia działalności związanej z transportem wodnym śródlądowym przeznaczonym pod porty, przystanie, zimowiska, awanporty i miejsca postojowe statków opłata wynosi 20 gr”.
Jednak to się zmieniło. W obecnie obowiązującym rozporządzeniu RM z 28 grudnia 2017 r. stawki zostały podniesione. Ta wspominana wyżej wzrosła z 20 do 30 groszy za metr kwadratowy gruntu pod wodą. Pojawił się też nowy podpunkt wymieniający opłaty związane z rekreacją. I tak „jednostkowa stawka opłaty rocznej za użytkowanie 1 m kw. gruntu niezbędnego do prowadzenia przedsięwzięć związanych z uprawianiem na wodach śródlądowych rekreacji, turystyki, sportów wodnych oraz amatorskiego połowu ryb, przeznaczonego pod:
a) porty, przystanie, zimowiska, nabrzeża, pomosty i wyciągi dla statków, wykorzystywane do przewozów pasażerskich – wynosi 0,89 zł,
b) inne obiekty (stałe lub pływające przycumowane do brzegu) wykorzystywane do prowadzenia usług gastronomicznych lub hotelarskich oraz akweny związane z tymi obiektami – wynosi 5,00 zł,
c) nabrzeża, pomosty inne niż określone w lit. a oraz akweny związane z tymi obiektami – wynosi 5,00 zł,
d) kąpieliska i stałe tory wodne służące do uprawiania sportów wodnych – wynosi 0,01 zł;”

Żeglarze mogą spać spokojnie

Ale przedstawiciel Wód Polskich uspokaja. – Przedsiębiorcy płacić będą tylko za wykorzystany teren: port, pomost 0,89 zł za m2 za cały rok. Za działalność usługową 8,90 a za kąpielisko i tor wodny 1 grosz za m2 za cały rok. Zmiana tych regulacji nie wpłynie w dużym stopniu na koszty przedsiębiorców. Np. roczny koszt przystani o powierzchni 200 m2 wyniesie 178 zł. Oczywiście obawiać mogą się ci, którzy deklarowali inny rodzaj działalności czy mniejszą powierzchnię, z której korzystali, bo teraz to dokładnie sprawdzamy i nowe kwoty będą powiązane z faktyczną działalnością przedsiębiorcy – tłumaczy Sergiusz Kieruzel. – To się odbywa zgodnie z zasadą „kto czerpie zyski z wykorzystania własności wszystkich obywateli, czyli w tym przypadku wód, ten musi za to ponosić opłaty”.

Właśnie trwa kontrola urzędników z centrali Wód Polskich, która ma zająć się sprawą nowo przygotowywanych umów. Urzędnicy z wydziału kontroli i audytu Wód Polskich sprawdzają nowo przygotowywane umowy. Z drugiej strony regionalni urzędnicy Wód Polskich przygotowując umowy będą sprawdzali czy stan deklarowany zgadza się ze stanem faktycznym.

Wydaje się jednak, że żeglarze mogą spać (nawet w portach) spokojnie, a ceny za cumowanie na Mazurach nie staną się nagle kosmiczne, tylko pozostaną mazurskie.

Targi Wiatr i Woda 2018. Relacja.

W tym roku na Targach Wiatr i Woda atrakcji było co niemiara. Ale chyba bardziej właściwa nazwa to „Adrenalina i Woda”. Wiatru i żeglarstwa jako takiego było tym razem na wystawie w Warszawie stosunkowo niewiele. Co nie zmienia faktu, że było na co popatrzeć.

Na stołeczną imprezę, wciąż chyba największą w Polsce, wysłannik ekipy Mazurskich Jachtów NAUTIGO jak zwykle ruszył z animuszem. W końcu choć na jeziorach lód jeszcze trzyma w najlepsze, wreszcie można poczuć bliskość nadchodzących, wczesnowiosennych rejsów. Publiczność nie zawiodła i przybyła dosyć licznie (nawet w powietrzu było czuć wiosnę, no a w niedzielę zamknięte były supermarkety). Zaskakiwać może to, że na Targach Wiatr i Woda stosunkowo mało było… jachtów żaglowych.

Jachty żaglowe
Oczywiście tradycyjnie już wystawiała się radomska stocznia Antila Yachts ze swoim nowym jachtem Antila 24.4 Jacht Antila 24.4 czarter na Mazurach(w tym roku tą jednostką można już u nas pływać) czy największą siostrą w rodzinie, jachtem Antila 33. Można było obejrzeć również Maxusa i olbrzymią Cobrę 38. Ale co jest potwierdzeniem pewnej – widocznej już od jakiegoś czasu tendencji – w ogólnym rozrachunku jachtów motorowych było znacznie więcej. Nawet Delphia Yachts, największy producent jachtów w Polsce, wystawiła dwie jednostki motorowe (houseboat Nautika MC i robiona bardziej z myślą o wędkarzach Nano) i dwie żaglowe (regatowa Delphia 24 oraz budowana chyba głównie z myślą o żegludze przybrzeżnej Delphia 31). Jachty motorowe czarter na MazurachDo optymistki się nie władowaliśmy – masa jednak ma znaczenie :). Tak czy inaczej było co podziwiać, a wejście do wypasionych motorówek zawsze jest ciekawym doznaniem.Jouseboaty na Mazurach

Kapoki nawet dla psów
Naszą uwagę zwróciły bardzo fajnie wyglądające white river hornets, czyli motoróweczki z aluminium do śmigania po rzekach. Ciekawostką były także niewielkie deski surfingowe, które miały wbudowane silniki spalinowe. Wyglądały trochę jakby przeniesione z filmów z Jamesem Bondem. 007 by się takiej nie powstydził!
Było również sporo rzeczy związanych z ratownictwem, dużo różnej maści środków bezpieczeństwa. To na wypadek jakby nasz agent musiał ratować jakąś wybrankę płci pięknej. Co ciekawe, widzieliśmy nawet kapoki… dla psów. kapoki dla psówNiby nic dziwnego, a na naszych jachtach często podróżują czworonogi, to jednak pewne rzeczy nie przestają zaskakiwać. Tutaj jednak trudno znaleźć zastosowanie dla agenta z licencją na zabijanie 🙂 . Za to interesującym wynalazkiem wydała się bojka do asekuracji. Złożona jest wielkości pięści, ale po uruchomieniu automatycznie się pompuje. Na Targach Wiatr i Woda było też mnóstwo wszelkiego rodzaju gaśnic – takich, które nie tylko pozwolą zdusić ogień, ale również nie uszkodzą laminatu jachtu.

Jaccuzi na jachcie?!
Nie zabrakło też stoisk związanych z nurkowaniem czy producentów kajaków, również tych pneumatycznych. Choć jeszcze kilka lat temu praktycznie całą halę mieli dla siebie wędkarze, to w tym roku po raz kolejny tego typu stoisk nie było. Ale oczywiście nie ominęliśmy naszych ulubionych stoisk, nazwijmy je umownie „nie na miejscu”. I tu zdziwienie. W tej kategorii w naszej subiektywnej punktacji w tym roku nie wygrały fotele do masażu. Zwycięzcą zostali producenci jaccuzi. Nie do końca wiemy czy wystawiali się tutaj z myślą o montowaniu wanien na jachtach czy tak bardziej przy okazji, ale w każdym razie bąbelki szły w górę nie na żarty.

Być może był to tylko wyjątek, być może subiektywne wrażenie, ale powtórzymy, jachtów żaglowych jakby mniej na tych tegorocznej imprezie Targi Wiatr i Woda. Pytanie otwarte czy jest to związane z rozwojem innych imprez w Polsce czy taki się po prostu rozwija teraz wodniactwo. Jak myślisz?

Największe targi wodne w Europie – BOOT Dusseldorf 2018

Premiery jachtów, nowe trendy i prawie 1,9 tys. wystawców z 65 krajów. Targi BOOT Dusseldorf 2018 pokazują, że mimo tysięcy lat historii w żeglarstwie wciąż można wprowadzać innowacje

Trendy w nowoczesnych jachtach są od kilku lat podobne. Jak podkreślają organizatorzy BOOT Dusseldorf 2018, na współczesnych jachtach coraz bardziej widoczne jest rozdzielenie miejsc „pracy” na jachcie od tych przeznaczonych do relaksu i wypoczynku. W innym miejscu pokładu mamy się opalać czy nawet grillować (są jachty z grillami), a gdzie indziej ciągnąć liny i pracować przy kabestanie. Praktycznie wszystkie liny są obecnie na jachtach sprowadzane do kokpitów, tak by liczba członków załogi do obsługi jachtów był możliwie najmniejsza. To z jednej strony ma umożliwiać żeglowanie np. w dwie osoby, z drugiej nawet jeśli ekipa jest duża, a doświadczonych członków załogi mało, pozwala to na spokojną obsługę jachtu.



We współczesnej budowie jachtów tendencją jest to, że dzioby są proste (niejako pionowe) i stosunkowo ostre, za to rufy coraz szersze. Dzięki pierwszemu rozwiązaniu jachty mają ciąć fale, a nie na nie wpływać. To zwiększa stabilność poruszającej się jednostki. Z kolei szersze rufy powodują, że pod pokładem jest coraz więcej miejsca. Standardem są także dwa koła sterowe co zwiększa komfort sternika i zapewnia mu lepszą widoczność.

Jachty żaglowe – nowości 2018

Jeśli chodzi o jednostki wielkości ok. 20 metrów, czyli 65 – 70 stóp, to widać, że obecnie obowiązuje dogmat by pokłady na dziobie były jak najbardziej płaskie. Nawet forluki są pochowane tak, by się nie potykać o wystające krawędzie. To można bez problemu zauważyć na takich jednostkach jak niemiecka Bavaria C65 francuskie CNB66 czy włoski Solaris 68. Obecnie producenci starają się wstawiać również jak najwięcej okien różnego rodzaju – dzięki temu pod pokładem jest dużo naturalnego światła. Co ciekawe, podobne wyznaczniki żeglarskiej mody można również zauważyć na nowych jednostkach o nieco mniejszych rozmiarach takich jak Oceanis 51.1, Hanse 548, Sun Odyssey 490 czy X49. Te jednostki także mają po dwa koła sterowe, tak jak ich większe siostry.

Jachty żaglowe 10 – 13 metrowe

W mniejszych jachtach żaglowych, choć na mazurskie warunki i tak olbrzymich, nie da się już zachować tego restrykcyjnego podziału pokładu na „miejsca pracy” i „miejsca odpoczynku”. Ale także na takich jachtach jak Grand Soleil GS34 Performance, Hallberg-Rassy 340, Hanse 348, Najad 395 AC mamy do czynienia z dwoma kołami sterowymi. Przykładem takiego jachtu budowanego z myślą o Mazurach jest Antila 33. Co ciekawe, organizatorzy BOOT Dusseldorf 2018 podkreślają, że zróżnicowanie w jachtach tej wielkości jest większe niż w jednostkach dużych, ponieważ mniejsza ilość miejsca zmusza konstruktorów do bardziej niestandardowych rozwiązań. Najbardziej tradycyjni są konstruktorzy szwedzcy z takich stoczni jak Hallberg Rassy czy Najad.
Z polskich akcentów tradycyjnie swoje produkty zaprezentowali np. przedstawiciele Delphia Yachts z Olecka, tym razem m.in. z jachtami Delphia 47 i cruiserem Bluescape 1200, Viko Yachts z jednostkami Viko S 21, Vikos S 26, Viko S 30 czy Parker Polska z łodzią Voyager 850. Premierę miał Focus 750 ze stoczni Sobusiak.

czarter jachtów promocja

no images were found


photo: Messe Düsseldorf/ctillmann

Żeglowanie z dziećmi na Mazurach

Męski, późnojesienny rejs z ośmiolatkiem po Wielkich Jeziorach Mazurskich? Da się. Byle nie zabrakło strzał do łuku i gier planszowych. Oto relacja oczami ośmiolatka i jego taty – to podpowiedź na co zwrócić uwagę żeglując z dziećmi.
Relacjonują Filip (lat 8) i tata Filipa – Tomasz (37).

Żeglowanie z dziećmi – dzień pierwszy

Tomek
Sama jazda samochodem może być niezłą przygodą. Wypłynąć mieliśmy w piątek rano, ale rejs wołał nas już od poniedziałku i kiedy nastał czwartek po pracy/szkole nie wytrzymaliśmy, albo może jak się okazało, nie wytrzymałem 🙂 . Zapakowaliśmy samochód i wyruszyliśmy koło godz. 17. Było już ciemno i podróż różniła się bardzo od tych, jakie zwykle wykonywaliśmy by dotrzeć na wiosenne i letnie rejsy. Fajnie było jechać razem przez ciemną Warmię, a potem Mazury. Postój na stacji benzynowej i takie tam. Rozmowy o „męskich sprawach”. Był to jednak nasz pierwszy męski rejs… i to jeszcze naprawdę późną jesienią, bo w grudniu. W rozmowy wkradł się niewielki niepokój.
Filip
Jechaliśmy na Mazury na rejs. Było trochę późno. Nie mogłem się doczekać aż dojedziemy, ale było mi żal trochę dziewczyn (mamy i siostry), które zostały w domu. Po drodze liczyłem słupki przy drodze i byliśmy na hot dogach na stacji. No i tata znowu nie wygrał miliona w totolotka.żeglowanie z dziećmi Jezioro Nidzkie
Tomek
Gdy dojechaliśmy na miejsce, bramy Portu u Faryja były już zamknięte, na szczęście furtka nie. Wzięliśmy pierwszy ładunek rzeczy z samochodu i powędrowaliśmy do portu. Kilka latarni oświetlało całkowicie pusty port (nie licząc dużych statków pasażerskich) i przy jednej z kei przycumowana longsajdem stała Antila 27 Papaja. Był to tak nierealny widok, że nawet mnie wcięło na chwilę. Zażartowałem „Jak my znajdziemy łódkę w takim tłoku”, Filip na to odpowiedział zdawkowo „Jest tylko jedna?”. Najwyraźniej żartu nie wyczuł, a w głosie było słychać niepewność. To nie brzmiało za dobrze… było zimno i ciemno, a musieliśmy przed sobą jeszcze ze dwa kursy z bambetlami z samochodu.
Postanowiłem przyspieszyć akcję i nieco zmienić temat. Zaczęliśmy rozmawiać o tym co będziemy robili jak już zapakujemy się na łódkę. Gdy już to zrobiliśmy, poszliśmy odstawić samochód pod restaurację. Gdy prawie doszliśmy już do jachtu, usłyszałem ciężkie oddechy ze strony wczepionego w moją rękę Filipa. Wręcz mogę powiedzieć, że poczułem jego smutek który wylewał się z każdym oddechem. Gdzie jest cymbergaj, gdzie lody i słońce, gdzie Mama i Julka i o co chodzi z tymi męskimi rejsami? Zagadnąłem czy mogę mu w czymś pomóc i w ledwie oświetlonej uliczce za restauracją Kapiodoro odbyliśmy pierwszą ciężką męską rozmowę tego rejsu.
Filip
Gdy dojechaliśmy nasza łódź stała sama w przystani. Było mi zimno i trochę bałem się, że wpadnę do wody bo pomost był mokry i śliski. Było mi trochę przykro, ale tata mnie pocieszył i szybko mi przeszło. Nawet chwilkę popłakałem. Ale krótką. Zjedliśmy kolację – zupkę chińską – poczytaliśmy Percy’ego Jacksona i poszliśmy spać. żeglowanie z dziećmi Jezioro Nidzkie

Żeglowanie z dziećmi – dzień drugi

Tomek
Trzecia rano. Obudziło mnie zimno. Okazało się, że ogrzewanie umarło. Próbowałem to przespać. Założyłem zapasowy śpiwór na nas obu i przykryłem nas z głowami. Ale stres mnie zżarł. Już widziałem oczyma duszy jak przywożę z rejsu chorego na zapalenie płuc Filipa… Po kilku godzinach i kilku różnych akcjach udało mi się koło 6.30 uruchomić ogrzewanie. To był dobry początek. Mieliśmy ochotę na śniadanie w restauracji, ale po sezonie trudno jest znaleźć coś otwartego przed godz. 11. Więc śniadanie na łódce, klar i wypływamy. Zawsze na pokładzie był ktoś kto pomagał, albo nawet robił całą robotę. Teraz było inaczej. Ale nie chciałem robić wszystkiego sam, więc zacząłem wdrażać młodego w ciężki fach żeglarski. I po chwili już nam jakoś szło. Filip podawał wszystko o co go poprosiłem (czasami szybciej było by mi zrobić coś samemu, ale postanowiłem wybrać cięższą drogę), sterował, nawet na żaglach, zapinał lazy jacka, podawał cumy, chował i wyjmował obijacze itd. Wszystko co mógł zrobić, to robił. Choć niejednokrotnie tego dnia musieliśmy rozmawiać o łańcuchu dowodzenia na naszej jednostce 🙂 . Jezioro Nidzkie sprawnej załodze nie sprawia trudności, ale dochodzenie na żaglach z 8-latkiem to prawdziwe wyzwanie szczególnie, że wtopa liczy się podwójnie: grozi uszkodzeniem jachtu, ale można też uszkodzić coś znacznie ważniejszego… przepraszam armatorów za to stwierdzenie 🙂 . Na szczęście coś czuwało nade mną i leciutki wiatr z północy przy podchodzeniu do portu Pod Dębem w zasadzie załatwił sprawę. Wyszło wzorcowo. Stały cztery jachty żaglowe i dwa jachty motorowe, to był szok po tych pustych jeziorach dnia dzisiejszego. Port Pod Dębem jak zwykle nie zawiódł. Prąd na kei obecny, restauracja czynna. Pobraliśmy załoganta. I spędziliśmy przemiły wieczór. Siedząc sobie trochę na kei, trochę na jachcie i pod koniec w kabinie przysypiając z lekka.
Filip
Mój tata wstał o 4 rano poszedł raz po ropę ale stacja byłą zamknięta więc wrócił na łódź, potem poszedł jeszcze raz i tym razem stacja była otwarta, potem przestawił łódkę bo kabel był za krótki, a potem musiał iść do toalety.
Staliśmy tam jeszcze trochę i w końcu wypłynęliśmy. Wpłynęliśmy na Jezioro Nidzkie i rozłożyliśmy żagle ponieważ była tam strefa ciszy. Tata dał mi ster i zacząłem halsować między wyspami. Bardzo bałem się przepłynąć pod linią wysokiego napięcia, ale w końcu dałem tacie to zrobić. Zobaczyłem w oddali przystań Pod Dębem. Myślałem że tam się zatrzymamy… lecz nie, popłynęliśmy dalej. Zobaczyliśmy piękną sosnę zwieszającą się tuż nad taflą jeziora. Powoli zaczęliśmy zawracać. Płynęliśmy po Wojtka, który jest naszym znajomym i umówił się z nami na rejs. Dobiliśmy w porcie i podłączyliśmy naszą łódź do prądu. To był port Pod Dębem. W końcu wyszliśmy na porządny obiad. Właśnie tam spotkaliśmy Wojtka. Znowu czytaliśmy i poszliśmy spać. Żeglowanie z dziećmi Port pod Dębem

Żeglowanie z dziećmi – dzień trzeci

Tomek
Poranny klar, toaleta i śniadanie. Wypływamy. Nasz kompan Wojtek nie był na Jeziorze Nidzkim od wielu lat dlatego postanowiliśmy opłynąć kilka miejsc, które chciał zobaczyć. Filip speszył się trochę obecnością trzeciej osoby na pokładzie i nie był tak aktywny jak poprzedniego dnia. Halsowaliśmy się przez Nidzkie przy średnim wiaterku z krótkimi porywami. Oczywiście na jeziorze nikogo. Nawet wędkarze odpuścili sobie zagłębianie się tak daleko w strefę ciszy. Pływaliśmy już każdego miesiąca roku za wyjątkiem stycznia i lutego, ale takiej pustki, że przez cały rejs nie spotkaliśmy żadnego jachtu na żaglach, to nie mieliśmy nigdy. Wspaniałe Mazury.  Takie jakie widzieli nasi rodzice. Bez motorówek i skuterów.
Nagle płetwa sterowa wyskakuje w górę… „mielizna!” krzyczę. Wykonuję zwrot i widzę, że Wojtek nie wie o co chodzi. Widać, że przez ostatnie lata pływał po morzu. Spore zamieszania nikt nie wie co się dzieje , no może poza mną. Filip na wszelki wypadek siada przy kabinie i patrzy na nasze nieudolne manewry. Dzięki nim odeszliśmy, aż pod przeciwny brzeg i natknęliśmy się na dryfującą pupkę (takie narzędzie do kłusowania na ryby). Kolejna seria zwrotów i taniec z bosakiem pozwoliły nam wyłowić pupkę, tyle że zaczepiła się o płetwę sterową, co doprowadziło do przedłużenia się całej akcji wyłowienia jej. Po chwili problem płetwy rozwiązał się samoistnie gdyż ponownie wpadliśmy na mieloszkę. Tym razem sprawnie wykonaliśmy manewry i popłynęliśmy dalej w stronę Krzyży. Pupka wylądowała w śmieciach. Nawigowaliśmy sobie wzdłuż brzegów podziwiając krajobrazy i wspominając różne historie związane z naszymi przygodami na akwenie Jeziorze Nidzkie. Filip przysłuchiwał się szczególnie gdy opowiadałem jak byłem mały. Ten pełen wrażeń dzień zakończyliśmy na biwaku tradycyjną już na tym rejsie zupką chińską, tym razem romantycznie przy ognisku. Myślałem że padniemy od razu, ale udało nam się chwilę pograć w planszówki.
Filip
Wstaliśmy i zaczęliśmy przygotowywać się do wypłynięcia. Zjedliśmy śniadanie. Popłynęliśmy dalej na Nidzkie. Wieczorem dobiliśmy do biwaku i paliliśmy ognisko. Potem graliśmy na łódce w planszówki Carcassonne i Disc Wars. Zasnęliśmy po grze, chyba nic nawet nie przeczytaliśmy. Żeglowanie z dziećmi Jezioro Nidzkie

Żeglowanie z dziećmi – dzień czwarty

Tomek
Wcześnie poszliśmy spać i wcześnie wstaliśmy. Nie chcieliśmy lecieć na łeb na szyję do Rucianego, więc przy śniadaniu padł pomysł żeby pójść na spacer do Puszczy. Wzięliśmy łuki zabrane z domu i ruszyliśmy na „zwiad”. W międzyczasie okazało się, że Wojtek będzie zwierzyną. Ścigaliśmy go, ale był sprytniejszy i szybko nam uciekł. Więc polowaliśmy na różne mityczne i fantastyczne potwory z naszych książek i opowieści. Strasznie się umęczyliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi.
Wracając zebraliśmy trochę śmieci z okolic biwaku. Między innymi grilla który prześladuje nas przez niemalże wszystkie biwaki przez wszystkie rejsy. Zastanawiam się kiedy ludzie sobie uświadomią, że jest to śmieć i będą go wyrzucali zamiast zostawiać dla potomnych na biwakach.
Powrót był spokojny przy flautowatej i mżawkowatej pogodzie, ale dało to nam dużo czasu na rozmowy, kontemplację i zjedzenie paczki pistacji. Po dopłynięciu suszenie materacy (ciągle mieliśmy dużo ropy z pierwszego dnia, a w zasadzie nocy), pakowanie i klar. Podobno następnego dnia już łódka stała na lądzie.
Filip
Rano po śniadaniu poszliśmy do Puszczy Piskiej na polowanie na Demony i Wojtka. Mieliśmy łuki z rejsu wakacyjnego i było super, bo wchodziliśmy na drzewa, które trochę leżały, a trochę stały. Szukaliśmy też strzał, które zgubiłem. Potem wróciliśmy na łódkę i popłynęliśmy z powrotem. Nie bałem się już płynąć pod linią. Męskie rejsy są bardzo fajne, ale następny będzie razem z dziewczynami.
Tomek
Uznałbym, że gdzieś zawiodłem i że Filipowi się nie podobało, ale to chyba nie to. My po prostu bardzo kochamy nasze dziewczyny i już przyzwyczailiśmy się do rodzinnych rejsów. Ja bawiłem się świetnie, a co do Filipa to dowiem się, najpóźniej w przyszłym roku, gdy powie, że już nie chce płynąć na rejs 🙂 .

XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX

Więcej w temacie żeglowanie z dziećmi na Mazurach.

Czarter jachtów idealnych do żeglugi z dziećmi!

żeglowanie z dziećmi - Jezioro Nidzkie

Jachty Motorowe ceny. Od czego zależy koszt czarteru?

Wielkość i wyposażenie, rok budowy, termin wypożyczania i port macierzysty – to najbardziej istotne czynniki kształtujące ceny. Jachty motorowe nie różnią się pod tym względem od żaglowych.

Wybierasz się na Mazury i masz na celowniku jachty motorowe? Ceny wahają się od stu złotych z hakiem do ponad tysiąca złotych za dobę czarteru. Nawet mając stosunkowo duży budżet, warto wiedzieć jakie czynniki kształtują cenę kabinowych jachtów motorowych.

Jachty motorowe wyposażenie

Pierwszy z nich to oczywiście wielkość oraz wyposażenie. Kabinowe jachty motorowe na Mazurach mogą mieć sześć czy siedem metrów długości (np. Laguna 700 czy Janmor 700), mogą też być prawie dwa razy większe jak np. luksusowy jacht kabinowy Futura 36. Naturalnym będzie, że mniejsze jachty będą tańsze – do ich budowy potrzeba mniej materiału i pracy by je wykończyć. Co również ważne, znacznie tańszy jest zaburtowy silnik o mocy np. 15 koni mechanicznych niż wbudowane giganty Diesla. Różnicę robi też to, czy ster strumieniowy jest tylko na dziobie czy również na rufie. Czarter jachtów na Mazurach nie jest niczym wyjątkowym – także tu działają prawa ekonomii. Im  więcej armator wyłoży na jednostkę, tym droższa będzie cena za dobę czarteru. To dotyczy także ogrzewania, lodówki, lodówek i wszelkich innych gadżetów typu echosonda, itd. Luksusy kosztują :). Oczywiście nowe jachty motorowe będą nieco droższe niż te np. ośmioletnie. Ale w tym wypadku różnica cen nie jest duża, o ile armator dba o jachty. Np. zadbany jacht Janmor 700 mający cztery lata będzie zapewne kosztował podobnie co nowy Janmor 700.

Kiedy czarterować jachty motorowe? Ceny

Drugą podstawową kwestią wpływającą na pływanie, a raczej na grubość portfela po jego zakończeniu jest termin, kiedy decydujemy się na czarter jachtów na Mazurach. Zdecydowanie najdroższy, często nawet bardziej kosztowny niż środek sezonu na przełomie lipca i sierpnia, jest weekend gdy przypada Boże Ciało. Być może jest to spowodowane tym, że otwierająca sezon majówka (01-03 maja), często bywa jeszcze kapryśna jeśli chodzi o pogodę. Bywa tak, że lód z mazurskich jezior schodzi dopiero w połowie kwietnia. Boże Ciało to pierwszy tzw. przedłużony weekend kiedy można liczyć na ciepło. W tym wypadku czarter jachtów na Mazurach znów poddaje się żelaznym prawom ekonomii, dokładniej prawie popytu i podaży. Liczba chętnych do pływania w te cztery dni jest tak duża, że tak naprawdę trudno jest zdobyć w tym terminie wolny jacht. Stąd wysokie ceny.

Najniższe ceny jachtów motorowych na Mazurach są w maju i we wrześniu. Rosnąć zaczynają w czerwcu, a najwyższe (poza wspominanym Bożym Ciałem) są od połowy lipca do połowy sierpnia. Wtedy bywają nawet dwa razy wyższe niż poza sezonem. No ale pogoda w Polsce mimo globalnego ocieplenia wciąż nie przypomina tej w Chorwacji :). Dlatego pływając w maju czy wrześniu trzeba być gotowym na, delikatnie rzecz ujmując, nieco chłodniejsze dni. Ale zdecydowanie ma to swój urok.

Skąd czarterować kabinowe jachty motorowe

Wreszcie wpływ na ceny houseboatów na Mazurach ma również port macierzysty danej jednostki. Choć warto zaznaczyć, że tu różnice nie są jakoś szczególnie wielkie (nie powinno to być więcej niż kilkanaście procent ceny). Ale prawidłowość jest tak, że im bardziej na południe, czyli bliżej Warszawy, Śląska czy Poznania, tym drożej. Z kolei okazje cenowe łatwiej znaleźć w portach północnych jak np. Węgorzewo. Z tym że jadąc od południa (stąd przybywa ponad 90 procent wodniaków) jest to jakieś półtorej godziny dłużej niż do miejscowości Ruciane – Nida.

Jeśli chodzi o termin, to ważny jest również czas dokonywania rezerwacji. Niektóre firmy stosują zniżki First Minute przy wczesnej rezerwacji (czasem jest to nawet do 20 procent), czasem można też trafić oferty Last Minute. Z tym że to wiąże się z ryzykiem, że kabinowy jacht motorowy, który sobie upatrzyliśmy nie będzie już dostępny. Zazwyczaj czarter jachtów na Mazurach ma też to do siebie, że wracając po raz kolejny do tego samego armatora można liczyć na zniżki dla stałych klientów. Jak to w życiu, lojalność popłaca :).

Targi Boatshow 2017 w Łodzi – relacja

Coraz więcej większych jachtów żaglowych i rosnąca liczba jednostek motorowych. Łódzki weekend sportów wodnych dosyć jasno pokazuje, czego można się spodziewać w najbliższych latach w kwestiach jachtingu w Polsce.

Jako że sezon żeglarski między Odrą a Bugiem nieco martwy, to by zabić nieco połódkową tęsknotę (w końcu rejs jesienny odbyliśmy już cztery tygodnie temu :)) ruszyliśmy do Łodzi na targi Boatshow (17-19 listopada 2017 r.). W stosunku do warszawskich mają one tę zaletę, że wszystko jest niejako bardziej kompaktowe, dzieje się w jednej hali i przez to znacznie mniej jest różnych pobocznych atrakcji typu możliwość kupienia alkomatu i antyradaru czy prezentacja nowoczesnych sokowirówek. Choć oczywiście też tego nieco jest. Ale jednak łatwiej jest się zwyczajnie skupić do jachtach.

Antila 24.4 – premiera 2017

Wśród tegorocznych premier obejrzeliśmy po raz kolejny najmłodszą z Antil – jacht Antila 24.4. Jacht Antila 24.4 czarter na MazurachJest to następczyni Antili 24, którą radomska stocznie Antila Yachts zaczęła produkować w tym roku. Choć na Mazurach nie ma  jeszcze zbyt wielu jachtów Antila 24.4Jacht Antila 24.4 na Mazurach, to po rozmowach z przedstawicielem stoczni jesteśmy pewni, że w przyszłym roku można się spodziewać ich wysypu. Prawie jak grzyby w Puszczy Piskiej w tym roku :). Łajba jest fajna, bo chodzi dużo żwawiej niż jej poprzedniczka, a jednocześnie dalej jest to jacht stosunkowo mały, do obsługi którego nie potrzeba patentu. O jachcie Antila 24.4 wkrótce powiemy nieco więcej :).

Jacht regatowy Sen 749

Zupełnie innego rodzaju konstrukcją jest SEN 749 jacht Sen749, który z założenia jest regatowym jachtem kabinowym. Jak informują organizatorzy imprezy, jacht powstał w zaledwie kilka tygodni dzięki technologiom 3D. Prototyp startował już w tym roku w Pucharze Polski Jachtów Kabinowych. Ponoć z powodzeniem, ale dokładnych wyników nie znamy. W każdym razie konstrukcja jest ładna.

Choć opisaliśmy właśnie jachty stosunkowo niewielkie to na nasze oko, tych większych było sporo. Antila 33, Hornet 29 Jacht Hornet 29 czy Viko S30 Czarter jachtów na Mazurach(tu dygresja: ciekawe, że jachtów tego typu jest na Mazurach stosunkowo niewiele). I choć podkreślamy, że mniejszych konstrukcji nie brakuje, to jednak ich zawsze było więcej, a teraz mamy wrażenie jakby było coraz więcej większych jachtów. Ale może to tylko wrażenie :). Plusem tego jest na pewno to, że nawet te mniejsze jachty są coraz lepiej wyposażone, co podnosi komfort żeglowania.

Housebooty na Mazurach

Jeśli już o komforcie mowa, a mniej o żeglowaniu, to w tych kategoriach trzeba wspomnieć o jachcie kabinowym Futura 36Housbooty Mazury czarter. To prawdziwe monstrum :). Ma trzy pokłady, a w środku bardziej przypomina hotelowy pokój niż łajbę – no każdemu wedle potrzeb. Ale takie housebooty na Mazurach już pływają. W Łodzi można było również obejrzeć mający swoją premierę w 2017 r. jacht motorowy Nexus 870 revoJachty motorowe na Mazurach ze stoczni Northman. Jachty motrowe na MazurachWydaje się, że to będzie godna konkurencja dla Nautiki 830. Housebooty na Mazurach to zjawisko, które chcemy czy nie, rośnie w siłę.

Poza tym, że po raz kolejny stwierdziliśmy, że jachtów motorowych przybywa (no sami się jakoś w to wpisujemy, jako że w przyszłym sezonie będziemy mieli dwa jachty motorowe), to urzekł nas stosunkowo młody człowiek, który sprzedaje żeglarską odzież – stylowe koszulki, bluzy czy nawet śliniaczki. Wart zajrzeć pod adres ahojcidotego.pl bo choć nie jest szczególnie tanio, to jakość zacna.

W sobotę swoją prezentację miały też dziewczyny z Onko – Sailing, czyli grupa żeglarska, którą utworzyły osoby chore onkologicznie. Żeglarstwo jako terapia. Inicjatywa ciekawa, i być może w przyszłym roku także nieco się w nią zaangażujemy. Bo pomysłów jak zmieniać świat na lepsze, mamy jeszcze kilka w rękawie, a zaczniemy chyba od wiosennego sprzątania okolicznych jezior. Ale o tym więcej niebawem :).

Jak będziecie chcieli sami pooglądać jachty nowe i jeszcze nowsze, to następna edycja warszawskich targów Wiatr i Woda już w pierwszej połowie marca.

Kabinowe jachty motorowe, housebooty – przegląd jednostek na Mazurach

Housebooty stają się na Szlaku Wielkich Jezior coraz bardziej popularne. Krótki przegląd kabinowych jachtów motorowych na Mazurach

Dziesięciometrowe, mniejsze, a nawet siedmiometrowe. Luksusowe bądź po prostu bardzo dobrze wykończone, z ogrzewaniem i lodówką. W wodniactwie, tak jak w wielu innych dziedzinach naszego życia, w ostatnich dziesięcioleciach główne wzorce zachować płyną do nas z szeroko pojętego zachodu. O ile tam barki i kabinowe jachty motorowe od lat cieszą się dużą popularnością. Szczególnie w ramach przemierzania rozbudowanej sieci kanałów – np. z Berlina na takie wycieczki wokół miasta rusza się nawet na weekend.

W ostatnich sezonach także na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich coraz więcej tego typu jednostek. W sezonie 2017 r. u różnych armatorów jest ich już grubo ponad 100 sztuk. I choć trafiają się również jednostki nieco oldskulowe sprowadzane np. ze słynącej z fajnych jachtów Holandii, to jednak większość z nich to stosunkowo młode jednostki budowane w polskich szkutniach i stoczniach.

Housebooty małe

Do małych jachtów, gdzie najbardziej komfortowo pływa się w nie więcej niż cztery osoby, można zaliczyć takie jednostki jak np. Laguna 700 Cruiser,  Kabinowe jachty motorowe czarterJanmor 700 czy nieco mniejszy jacht Calipso 23. Laguna 700 Cruiser to solidny jacht, który może nie zachwyca sylwetką, ale w środku jest bardzo funkcjonalny. Jednostką zazwyczaj zazwyczaj bardziej luksusową i mającą bardziej „morski” wygląd jest jachty motorowe - houseboaty czarter na MazurachJanmor 700 – jednostka, która pierwszy raz została zwodowana w 2016 roku. Nieco się upierając można powiedzieć, że ta jednostka ma dwa pokłady :). Jeden zewnętrzny na górze no i ten w kabinie na dole. Nieco mniejsze jest Calipso 23, które posiada dwie podwójne koje. Zwyczajowo tego typu jednostki mają silniki o mocy około 15 koni mechanicznych.

Housbooty średnie

Jeśli ktoś wybiera się w 5 – 6 osób, albo po prostu potrzebuje więcej przestrzeni warto się zdecydować na większą jednostkę jak choćby Nautika 830 MC czy Futura 860. Jak same nazwy wskazują, są to łajby o długości kadłuba powyżej ośmiu metrów i zazwyczaj co najmniej jednej zamykanej kabinie. Na takie jachty jak Nautika 830 MC czy Futura 860 bez problemu można również załadować choćby rowery. Z kolei górny pokład, który ma nie tylko Bimini, ale zazwyczaj jest zabudowany od wiatru i deszczu pozwala na rozpełznięcie się załogi tak, by mieć chwilę spokoju. W tej wielkości jachtach często pojawiają się już silniki 20-konne i większe.

Housbooty duże

To już są prawdziwe kolosy. Jacht motorowy Nautika 1000 czy jeszcze większy jacht motorowy Futura 36 to już prawdziwe monstra, gdzie bez problemu mieści się nawet osiem osób, a na upartego i więcej. Te jednostki mają już standardowo stacjonarne silniki Diesla. Jacht Nautika 1000 ma trzy dwuosobowe zamykane kabiny (jedna na dziobie, dwie na rufie), z kolei pokład dziobowy i ten na dachu to na jachcie Futura 36 Housbooty Mazury czarterto niczym pokłady lotniskowca :). Na jednostkach tej klasy zdarza się już nawet ciepła woda. Moc silników jachtów tej wielkości waha się w przedziale 20 – 40 koni mechanicznych.

Housebooty na Mazurach – jak wybierać

Wybierając jacht, nieważne czy motorowy czy żaglowy, na początek warto się kierować przede wszystkim własnymi umiejętnościami kierowania taką jednostką. Choć generalnie zdecydowana większość jachtów typu houseboot na Mazurach ma stery strumieniowe, to nie zmienia to faktu, że na początek lepiej się zmierzyć z jednostkami mniejszymi, a dopiero później przesiadać się na barki z prawdziwego zdarzenia.

Kolejna podstawowa kwestia to wielkość potencjalnej załogi. Trudno się kisić w osiem osób na jednostce typu Laguna 700 Cruiser czy Janmor 700. Więcej osób automatycznie wiąże się z większą jednostką. Choć warto pamiętać, że to niekoniecznie działa w drugą stronę. W dwie czy trzy osoby jachtem tej wielkości co Nautika 1000 czy Futura 36, przy odpowiednio pracującej załodze również można się poruszać jachtem bez większych problemów i przygód.

Niejako oczywistą oczywistością jest też kierowanie się ceną i tu zasady są na Mazurach takie jak zawsze – większe jachty są droższe niż mniejsze :). No i też ważny jest termin czarteru – w środku lata jachty są znacznie droższe niż w połowie września.

Zamknięcie sezonu 2017 – Mazury

To był rejs jak się patrzy. Przez trzy dni padało, wiało tak, że niektórzy z portów nie wychodzili, a na trzy godziny przed końcem wyszło… słońce. Akurat żeby się wysuszyć. Mazury jesienią są piękne :).

Jak co roku, ekipa firmy Mazurskie Jachty NAUTIGO postanowiła zakończyć sezon rejsem. Tym razem plany mieliśmy ambitne: w niecałe cztery dni przepłynąć z południa (start Ruciane – Nida) na północ (chcieliśmy wpłynąć na jezioro Stręgiel na zachód od Święcajt). Ruszyliśmy w czwartek 12 października z naszego portu macierzystego w miejscowości Ruciane – Nida. Port u Faryja pożegnaliśmy koło godz. 14, szybkie przejście śluzy Guzianka, i ruszyliśmy jeziorem Bełdany na północ. W centrum rozrywkowym Mikołajki nie tracimy czasu, przechodzimy pod mostami i znów stawiamy żagle. Do wejścia do kanałów dochodzimy o zmierzchu.

Kanały na Mazurach

Na szczęście o tej porze roku na kanałach ruch nie jest duży. Oprócz nas nie ma żywej duszy :). Świecąc latarkami bez problemu pokonujemy szlak. Z kolei na jeziorach pomiędzy kanałami wciąż są boje oznaczające szlak wodny. Co ważne, mają one odblaski, tak więc świecąc nawet z daleka można je bez większego problemu znaleźć. Po wyjściu z kanałów ruszamy już bez stawiania żagli w stronę Kuli. Z drugą łąjbą tworzymy tratwę i na spokojnie płyniemy. Choć wieje mocno.

Baza rekreacyjna i sportów wodnych „KULA”

Niestety, gdzie dwóch dowodzi, tam… nie dowodzi nikt, tak więc na skutek ciemności nieco zahaczamy o trzciny :). Ale dla nas nie ma rzeczy niemożliwych, tak więc po krótkiej walce z żywiołem już na spokojnie dobijamy do Kuli. Z katalogu porad Wujka Dobra Rada: na wstecznym pod wiatr z trzcin wychodzi się trudno. Lepiej jacht tak obrócić, by silnik pracował na biegu do przodu. Teraz już to zrozumieliśmy. Port Kula to takie trochę infrastrukturalne przeniesienie w czasie do początku lat 90. Film Psy, Franz Maurer, gumy Turbo i… Kula. Ale witaj przygodo, nam nawet podróż w czasie niestraszna. Dla tych, którzy do pomostów przy Kuli podchodzą ostrzeżenie, by zawczasu podnieśli nieco miecz i płetwę sterową, gdyż jest tam płytko bardzo. Cena jest za to dosyć korzystna: 15 zł za cumowanie + 2 zł od każdej osoby. Tak więc ma Kula swoje plusy dodatnie, ma też swoje plusy ujemne.Czarter jachtów na Mazurach

Remont kanału w Giżycku

Następnego dnia wieje. Wieje mocno. Tak mocno, że jedna z później spotkanych załóg opowiadała nam, że bali się wyjść z portu i… nie wyszli :). Kładziemy maszt, przepływamy pod mostem, stawiamy maszt i… lecimy na silniku. Stręgiel daleko i łudzimy się, że tak będzie szybciej. Rydzewo, jezioro Niegocin i po krótkim czasie jesteśmy w Giżycku. Wpływamy od razu do Kanału Łuczańskiego – most obrotowy jest otwarty i pędzimy dalej. Dla przypomnienia: stary kanał – Kanał Niegociński jest wciąż w remoncie. W tym sezonie przechodzenie przez Giżycko w weekendy mogło zająć naprawdę dużo czasu. Na szczęście w sezonie 2018  – pogłębiony do głębokości 1,5 metra kanał powinien być już czynny. Remonty na Mazurach – tu przeczytasz o tym więcej.
Po wyjściu na jezioro Kisajno stawiamy maszt i… poważnie się refujemy. Na grocie używamy refbanty, z foka zostawiamy mały skraweczek (rolowanie z pomocą rolfoka działa). Wieje mocno, pewnie dobra szósteczka. Z tych kilku łódek, które próbują płynąć na żaglach, wszystkie oprócz jednego Tesa 32 są zrefowane. Część płynie tylko na zrefowanym grocie. Ale wbrew pozorom, po założeniu refów nasza Antila 27 radzi sobie dosyć dobrze. Fala jest duża i momentami, schodząc z niej, dziób spada mocno w dół z charakterystycznym łuuup. Są emocje. Woda bryzga do kokpitu regularnie :).

Herbaciarnia w Sztynorcie

Dochodzimy na wysokość miejscowości Sztynort, postanawiamy zmienić plany i tym razem Stręgiel odpuścić. Wchodzimy więc do portu Sztynort i jako że pogoda piękna, (pada praktycznie bez przerwy drugi dzień) ruszamy na spacer po pięknym parku. Rzucamy okiem na zabytkowe i niszczejące herbaciarnię (powstałą 200 lat temu) i kapliczkę i wracamy na zupę krem z dyni (tak, jeden z naszych załogantów lubi gotować i nawet wziął blender do zmiksowania dyni :)). Jedyny problem był w tym, że zapomniał o imbirze. Ale naszej pokładowej Magdzie Gessler danie wyszło znakomite. Wieczór w Zęzie jest specyficzny. Na zakończeniu sezonu w barze, oprócz barmanki, nie ma żadnej przedstawicielki płci pięknej – jest za to ze 40 chłopa. No i na szczęście gitara.

Następnego dnia wiatr siada, obieramy kurs do Giżycka. Po krótkim postoju w Ekomarinie (miejsce bardzo przyjazne) i wymianie jednego załoganta na nowszy model, ruszamy na południe. Po burzliwej naradzie (- Starczy paliwa? – Pewnie starczy.) uznajemy, że benzyny nam na kanały nie zabraknie. Do tego problemu wracamy gdzieś na wysokości Rydzewa, gdy wiatr siada coraz mocniej. I dochodzimy do wniosku odwrotnego, że benzyny nam jednak nie starczy. Zahaczamy więc o Kulę, ale tu przemili bosmani niestety benzyny nie mają. Na szczęście po drodze trafiamy jeszcze marinę w Prażmowie gdzie się udaje kupić 5 l benzyny. Pani Małgorzacie niniejszym serdecznie dziękujemy :).

Mikołajki – marina w Hotelu Gołębiewskim

Kanały tradycyjnie po ciemku, a nawet pod wiatr, który się wzmógł. Wychodzimy na Tałty, stawiamy maszt i nagle okazuje się, że nie pada. To sytuacja tak wyjątkowa, że postanawiamy jeszcze trochę popłynąć i na spokojnie, na samym foku, dobijamy do Mikołajek, stajemy w marinie pod Hotelem Gołębiewskim, gdzie oprócz nas i dwóch łódek rezydenckich stoi tylko jeden inny jacht.

Keja jest oświetlona, tak więc podchodzimy. Na miejscu prąd i czyste toalety. Jedyny mankament, że… brakuje w nich światła. No i keja ulubiona przez ptactwo, tak więc można się ślizgać na ich odchodach. No ale w końcu jest po sezonie. Z rana płacimy 40 zł za cumowanie i ruszamy na południe.

Śluza GuziankaŚluza Guzianka Ruciane Nida Ruciane Nida

Śniadanie jemy na wodzie i w deszczu, ale potem wreszcie nadchodzi ten moment – po trzech dniach mniej lub bardziej intensywnego siąpienia z góry, a przy silnym wietrze w poziomie, wreszcie wychodzi słońce. Gdy wchodzimy do śluzy Guzianka (to ostatni weekend tego roku, kiedy jest czynna, teraz już tylko od poniedziałku do piątku) ładują się z nami… łabędzie. Co prawda jeden ledwo zdążył, ale widać, że śluzują się regularnie – już przy wychodzeniu wepchały się na początek kolejki :). Leniuchom nawet takiego krótkiego fragmentu nie chciało się lecieć.

Tak więc pierwsze zakończenie sezonu za nami. Pytanie ile razy będziemy ten sezon jeszcze kończyć, pozostaje otwarte. W styczniu jeszcze po Mazurach nie pływaliśmy :).

Zdjęcia łabędzi i nie tylko robił Maciej Czerski.

……………………………………………………………………….

Rezerwuj jachty na Mazurach na sezon 2018 już teraz! Do końca stycznia zniżka – 20 procent!

Szanty na Mazurach 2017

Lipcowe festiwale szant w Giżycku i Mikołajkach to największe tego typu imprezy na Mazurach. Ale posłuchać muzyki na żywo można w wakacje w bardzo wielu portach

Szanty – tradycje

Wbrew pozorom szanty i ich śpiewanie to względnie nowa tradycja. Pierwsze doniesienia o tego typu zjawisku pojawiają się gdzieś w połowie XIX wieku. Co ważne, to były pieśni pracy, czyli których sens był głównie taki by zgrać załogę przy choćby wyciąganiu liny. Ponoć ich pojawienie się było, jak często przy wynalazkach, związane z chęcią bardziej efektywnego zarządzania. W tym wypadku ludźmi.
Gdy już mówimy o tradycjach w kwestii wydawania dźwięków na statkach, to przypomnieć warto, że kiedyś podczas sztormów gwizdanie było zakazane. Wszystko przez to, że komendy były wydawane przy pomocy charakterystycznego gwizdka, który był dużo lepiej słyszalny niż zwykły głos. Z kolei podczas flauty można było ponoć gwizdać by w ten sposób… wiatr jakoś wywołać i ruszyć z miejsca.

Szanty na Mazurach dziś

Dziś na licznych koncertach mamy do czynienia raczej z piosenką żeglarską i puryści na nazywanie takiego grania szantami mogą się oburzać. My się nie oburzamy. W tym typie muzyki jest dużo rocka, czasem pojawiają się też akcenty reggae i często kilka wokali. Nawiązują też artyści XXI wieku do dawnych szantymenów w takim sensie, że jeden śpiewa, a reszta załogi, tak jak dawniej, mu odpowiada. Wtedy nawet tekstu za bardzo nie trzeba znać :). No i publika bawi się znacznie żwawiej.

Festiwale szant na Mazurach 2017

Największe festiwale piosenki żeglarskiej w krainie Tysiąca Jezior odbywają się tradycyjnie już w Giżycku i Mikołajkach. W Giżycku w dniach 14 – 15 lipca odbędzie się XXV Festiwal Piosenki Żeglarskiej i Morskiej „SZANTY Z FOLKIEM”.

W piątek grane będą Szantki dla Dzieci, a później Zejman&Garkumpel. W sobotę 15 lipca będzie cała plejada gwiazd szantowych, m.in. legendarny już Jerzy Porębski, RHIANNON CELTIC BAND z pokazem tańca irlandzkiego, Ryczące Dwudziestki, Drake, EKT Gdynia i znów Zejman&Garkumpel. Impreza nie jest biletowana, odbędzie się na plaży miejskiej w Giżycku, a poprowadzi ją  Mirosław „Koval” Kowalewski.
Z kolei dwa tygodnie później, w weekend 28 – 30 lipca odbędzie się XXXIX Festiwal Szantowy w Mikołajkach. Koncerty mają się odbywać na barce zacumowanej w Wiosce Żeglarskiej oraz w Amfiteatrze.

Szanty w tawernach

Ale tak naprawdę jeśli ktoś nie lubi tłumów, a piosenki żeglarskiej chętnie posłucha, ma kilka miejsc gdzie z dużą pewnością trafi na koncerty na żywo. We wspominanych Mikołajkach koncerty na żywo odbywają się głównie w Wiosce Żeglarskiej. Dalej na północ regularne granie odbywa się w Wilkasach (m.in. tawerna Rozbitek), w porcie Stranda w Giżycku, w swego czasu kultowej Zęzie w Sztynorcie (ci, którzy tam dawno nie byli srodze się zdziwią gdy zawitają do portu) czy w porcie w Węgorzewie.
Oczywiście najbardziej zapadające w pamięć szantowania odbywają się przy ogniskach na biwakach. No albo w tawernach gdy panuje w nich nieco mniejszy ścisk niż w sezonie, czyli np. we wrześniu czy wczesnym październiku. Z własnej pamięci mogę przypomnieć czasy gdy do tawerny wchodziło się wesołą ekipą z instrumentami (w tłumie łatwiej ukryć, że fałszuję), ale pustymi kieszeniami. Mimo to przez cały wieczór nikomu niczego nie brakowało, ba niektórzy mogliby stwierdzić, że wręcz było za dużo :). Ale to tylko złe języki.

A Ty jakie masz wspomnienia z szantami?

Szukasz jachtu do czarteru na Mazurach? Sprawdź tutaj czarter jachtów.