Jachtem z Mazur do Warszawy – cz. 1

Pisa i Narew to trochę już zapomniana droga wodna łącząca Mazury z Zalewem Zegrzyńskim (czyli praktycznie z Warszawą). Jeszcze 20-30 lat temu ta trasa była często wykorzystywana do pływania rekreacyjnego i jako opcja na tanie przetransportowanie jachtu ze stolicy na Mazury. Dziś to przygoda dla tych, którzy chcą spróbować czegoś innego niż tradycyjne pływanie jeziorowe.Mazury_Wawa_1

Zadaniem naszej czteroosobowej załogi było szybkie przetransportowanie jachtu typu Tango o wdzięcznej nazwie KASIA z Giżycka do portu w Nieporęcie. Zajęło to nam 3 dni po 11-12 godzin na wodzie. Inaczej się nie dało ze względu na krótki jesienny dzień. W połowie października można startować już o 7 rano, ale za to o 19 robi się ciemno i trzeba szybko szukać miejsca na dogodne cumowanie. Znam co prawda opowieści, że można cały szlak przepłynąć w dwa dni, ale podejrzewam, że frajdy z tego nie ma żadnej.

Jeszcze kilka słów o przygotowaniach. Warto wyposażyć się w mniejszą płetwę sterową (na małe głębokości) i spory zapas benzyny. Jest to kluczowe bo po drodze na odcinku Pisy w zasadzie nie ma gdzie zatankować. Dodam tylko, że manewr dolewania paliwa do silnika w „czasie jazdy” opanowaliśmy do perfekcji. Oczywiście nie można zapomnieć o standardowym wyposażeniu łódki. Pamiętajcie, że postoje będą się odbywały wyłącznie „na dziko”. Zatem takie sprzęty jak palik do cumowania, porządne latarki (koniecznie z naładowanymi bateriami!) i saperka to podstawa. No i koniecznie prowiant, chyba, że chcecie poszukiwać sklepów po okolicznych wsiach. Dodatkowo w naszym przypadku przydał się zapasowy silnik. W obliczu awarii mogliśmy go po prostu wymienić, inaczej byłoby z nami krucho.

Szlak zaczyna się w Piszu nad jeziorem Roś. Do ujścia Pisy do Narwii liczy ok. 80 km długości. Cały czas płynie się nieuregulowaną, spokojną rzeką, początkowo w otoczeniu lasów Puszczy Piskiej, a następnie wśród łąk i piaszczystych równin Kurpiowszczyzny. Cała rzeka silnie meandruje czyli mówiąc potocznie: jest niesamowicie kręta. Prostych kilkusetmetrowych odcinków można zobaczyć tylko kilka. Oznacza to, że na 98% dystansu mamy do czynienia z zakrętami: albo w nie wchodzimy, albo z nich wychodzimy, co wymaga nie lada wprawy. Często jest to skręcanie o 180 stopni i przypomina jazdę samochodem w tzw. drifcie. Te zakręty dają się ostro we znaki, zwłaszcza gdy steruje się non stop przez 11 godzin. Niejednokrotnie trzeba wykazywać się niezłą sprawnością w kontrolowaniu rumpla i drążka silnika jednocześnie. Dla mnie sprawa niewykonalna, ale na szczęście w załodze byli bardziej doświadczeni koledzy.

Jeden z niewielu prostych odcinków Pisy

Inne, chyba największe utrudnienie towarzyszące nam przez cały rejs to ekstremalnie niski stan wody. Przyczyną były wyjątkowo suche miesiące poprzedzające nasz rejs czyli lipiec, sierpień, wrzesień i pierwsza połowa października. Poziom wody, (normalnie średnio około 2 metry) był o około 1 metr poniżej średniej rocznej. Jak zapewne się domyślacie dla każdego jachtu jest to sporo. Tak mała głębokość powoduje sporo kłopotów. Po pierwsze nasz miecz musiał być w zasadzie całkowicie wybrany, co kompletnie pozbawiało nas sterowności. Po drugie szlak wodny, po którym mogliśmy się sprawnie poruszać okazał się bardzo wąski i nie pozwalał na swobodne manewrowanie. Oba te aspekty miały niemały wpływ na liczne kolizje: zarówno te z brzegiem jak i z przeszkodami podwodnymi. Płetwa sterowa, mimo, że skrócona, co kilka-kilkanaście minut w coś uderzała. Albo zatrzymywaliśmy się na mieliznach, albo uderzaliśmy w zatopione konary, a parę razy zdarzyło się przytrzeć o kamienie. Mimo tych przygód łódka bez uszkodzeń szczęśliwie dotarła do miasta Nowogród, gdzie Pisa uchodzi do Narwi.
Michał W.

Druga część opisu podróży jachtem z Mazur do Warszawy.

czarter jachtów promocja

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *