Jak dopłynąć optymistką na Bornholm, czyli temat bezpieczeństwo nad wodą

O tym jak poprawić bezpieczeństwo nad wodą, dlaczego nie warto włączać GPSa, za to warto uczyć dzieci pływać i ćwiczyć złe scenariusze opowiada Marcin Siwek.

Co trzeba zrobić, żeby nie utonąć na optymistce płynąc na Bornholm?
Mieć suchy kombinezon, który jest kompletnie szczelny i pływa. Plus kamizelka asekuracyjna lub ratunkowa. Byle na tyle wygodna, żeby na pewno była ubrana. Zawsze na człowieku. Mając to na sobie, wpadając do wody kupuje się czas.

Trzeba mieć również zdublowane urządzenia do nawigacji. Oprócz normalnego zestawu, którego używałem na jachcie miałem wyłączonego GPSa z naładowanymi bateriami w kamizelce, radioboję osobistą PLB, która w razie wypadku komunikuje się przez satelitę z innymi statkami. Na dodatek jest spersonalizowana –  konkretna boja,  przypisana konkretnemu człowiekowi z imienia i nazwiska. Miałem też zapasową UKF-kę, także wyłączoną, a dzięki temu naładowaną. Trzeba pamiętać, że podstawowy pakiet cały czas pracuje na jachcie i baterie tych urządzeń ciągle się rozładowują.

A jak to jest z myciem się i wypróżnianiem?
Najgorsze jest to, że trzeba się rozebrać. Ale nawet wtedy byłem tak powiązany z tymi urządzeniami, żeby w razie czego mieć szansę na powiadomienie o zagrożeniu i mojej lokalizacji. To wymaga pewnej skrupulatności i dokładności. Np. dietę trzeba dobrać tak by mięć potężne źródło energetyczne, a jednocześnie zredukować produkcję masy kałowej. Gdy się przygotujemy do złych scenariuszy, to w czasie rejsu nic nas nie zaskoczy. Jak się nie przygotujemy, to jesteśmy często kompletnie bezradni, mamy narzędzia, których nie potrafimy użyć.  Co więcej, te złe scenariusze trzeba przećwiczyć w praktyce. Wszystkie jakie możesz sobie wyobrazić. Choć oczywiście nie wymyślimy wszystkich, tu pomoże nam samo życie.  Byle to była pomoc, takie powiedzmy tylko utarcie nosa, a nie kara, wyrok. Bądźmy na to gotowi. Podam przykład: jeżeli masz na jachcie tratwę ratunkową, a nigdy jej nie uruchomiłeś, to zapewne nawet posługiwanie się linką falenia (linką operacyjną) może Cię zaskoczyć.

Pan dopłynął bezpiecznie małym jachcikiem na odległą wyspę, a tylko w lipcu i czerwcu utonęło w Polsce 250 osób. Bezpieczeństwo nad wodą to oksymoron. Skąd tak duża liczba wypadków?
Dzisiejsza statystyka za rok 2013 zamyka się liczbą 399. Ale ta liczba się jeszcze powiększy. Mamy przed sobą jeszcze bezpieczny październik i listopad oraz niebezpieczny grudzień, gdy pojawią się utonięcia podlodowe. Pierwsza przyczyna utonięć to nieumiejętność pływania. 10 lat temu potrafiło pływać zaledwie 7 proc. Polaków. Pomijając ułańską fantazję i alkohol, nawet w czasie problemów, osoba umiejąca pływać wydłuży swoje szanse na utrzymanie się na wodzie. Ktoś kto nie potrafi pływać nie ma nawet minuty na bycie uratowanym. Druga przyczyna, to fakt rejonizacji w ratownictwie wodnym. Tu jest kąpielisko i tu pilnujemy, a to co jest za boją już nas nie interesuje. Nie rozumiem, dlaczego na plażach nie jest możliwe postawienie ratownika co 500 metrów. Trzecia rzecz to ustawa, która nakłada na władze terytorialne określenie niebezpieczeństw wodnych, miejsc nadających się do kąpieli i zapewnienie w tych miejscach bezpieczeństwa. Jak to jest, że w miejscach gdzie od kilkudziesięciu lat w weekendy mnóstwo ludzi się kąpie wciąż nie ma ratownika?

Może będzie trochę lepiej. Ministerstwo sportu planuje wprowadzenie nauki pływania dla najmłodszych. To dobry pomysł?
Wręcz doskonały. Ale pytanie czy to zostanie zrealizowane. Daj Boże, ale pamiętajmy, że to proces długotrwały i nawet jeśli taka nauka zostanie wprowadzona za rok, to sytuacja zmieni się za lat kilkanaście. Trzeba uświadomić, że nieumiejętność pływania jest pewną formą niesprawności.  Osoby niepełnosprawne nie powinny w tej wodzie przebywać bez nadzoru. Powinniśmy bardziej promować używanie kamizelek asekuracyjnych. Na rowerach jeździmy w kaskach, na nartach również, a nad wodą powinniśmy przebywać w kamizelkach. To powinna być tak samo normalna rzecz jak zapięcie pasów w samochodzie.
Musimy przełamać też zaściankową mentalność rodziców, którzy nie posyłają dzieci na szkolną, bezpłatną nauką pływania, bo dziecko będzie chore. Są miejsca, gdzie w zajęciach nie uczestniczy zdecydowana większość uczniów. Od basenu dziecko nie będzie chore, a od nieumiejętności pływanie będzie martwe. Wybór należy do Ciebie i trzeba to mówić wprost.
Powróćmy do tych złych scenariuszy. Wyobraź sobie, że Twoje dziecko z jakichś powodów wpada do wody. Trzeba w praktyce przećwiczyć ten scenariusz. Bardzo prawdopodobny scenariusz. Czy ktoś może zaproponować lepszą metodę niż po prostu nauczyć się długotrwale utrzymywać na powierzchni wody? To rozumiem przez umiejętność pływania.

A w których miejscach jest najbardziej niebezpiecznie?
Najwięcej utonięć jest w rzekach. Człowiek, który słabo pływa walczy z wodą, próbuje płynąć pod prąd, a to nie działa. Podstawowa zasada to dać się ponieść. Próba walki z nurtem jest bez sensu, tylko tracimy siły, a w pewnym momencie nurt rzeki zbliży się do brzegu. Z kolei w morzu cofka się kiedyś kończy, zazwyczaj nie dalej niż 300 metrów od lądu i potem można z niej wypłynąć. Ale statystyki mówią, ze prawie połowa utonięć wynika nie z kąpieli, ale z tego, że ktoś do wody wpada przypadkowo.

Co można zrobić żeby by poprawić bezpieczeństwo nad wodą będąc na jachtach?
Używać kamizelek asekuracyjnych. To podstawowy środek zaradczy. Bez względu na to czy ktoś umie pływać, czy nie. Jeśli chodzi o młodszych uczestników, dziecko powinno być przypięte do stałego punktu, jeśli jest to jacht niewywracalny i niezatapialny. Oczywiście nie wolno przypinać do rzeczy niestabilnych jak np. kajak. Sam widziałem dzieci przypinane do bloczka przy talii czy obciągacza bomu – łatwo sobie wyobrazić co się z takim maluchem zdarzy. Myśleć trzeba także przy asekuracji.

Marcin Siwek, doświadczony ratownik, żeglarz który dopłynął „mydelniczką” na Bornholm

2 komentarze/y do artykułu “Jak dopłynąć optymistką na Bornholm, czyli temat bezpieczeństwo nad wodą

  • Wrzesień 10, 2013 at 9:41 am
    Permalink

    ‚AHOJ,
    tak, powoli si,e sezon kończy ale wspomnienia OK,
    POZDRAWIAM

    Odpowiedz
  • Wrzesień 11, 2013 at 2:00 pm
    Permalink

    Kolejna ważna wypowiedź, potwierdzająca konieczność tłumaczenia wszystkim świeżym (a nie zaszkodzą też powtórki dla „starych wilków” :) ) do zamęczenia i do upadłego; dobre przygotowanie to twoja polisa. Żeby jeszcze wszyscy czytali ze zrozumieniem to mielibyśmy dużo więcej spokoju i mniej ofiar.
    Dziękuję i pozdrawiam
    Ahoj
    Waldemar Orlicz
    sj

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *